sobota, 15 marca 2014
Marazm i mizantropia
Niepełny kubek zielonej herbaty starszej niż jedna doba, w której zaczęły się rozwijać kultury bakterii wywołał we mnie impuls potwierdzający zakończenie pewnej długiej czynności umysłowej. Długo czekałem aż skumuluję w sobie odpowiednio uformowane i proste do wydalenia w rzeczywistość struktury z tego co przefiltrowało się ze zmąconej myślą psychicznej zupy w mojej głowie. Dalej nie jestem do końca świadomy co takiego się stało, że wszystkie skomplikowane procesy metamorficzne wewnątrz tej głowy zostały poddane gwałtownym eskalacjom. Dochodzę jednak powoli do coraz bardziej konstruktywnych i precyzyjnych wniosków. Już wiem, że mój problem, to dotkliwie bolesna świadomość destabilizacji. Każdą wolną chwile spędzam w domu, leżę na łóżku otoczony książkami, wysuszonym jedzeniem, wydzielinami ciała i w ten sposób czuję się niczym w dzikiej puszczy, otoczony dziką zwierzyną i jej gównami ukrytymi niczym pułapki w bujnych trawach. W tych trawach jestem jedyną trzciną myślącą, ale jednak tylko trzciną, w dodatku emocje mam roślinne i stoję w miejscu zakorzeniony w tych wszystkich gównach. Moje łóżko to właśnie taki grunt, ruchome piaski, wciąga w filozoficzne rozważania przy kawie, po której trzeba iść się wysrać i rozważać dalej, bo cóż innego emocjonalna roślina może zrobić. Ciężko jest zabrać się za cokolwiek związanego z dążeniem naprzód, a co dopiero do konkretnego celu. Być może moja niemoc spowodowana jest zubożeniem arsenału bliskich mi osób o kilka przedstawicieli tejże grupy, co z kolei wydaje się być owocem dobrowolnej izolacji, na którą to sam się skazałem, aby do matury uchronić się przed kuszącymi dobrodziejstwami życia, takimi jak wódka, romanse z dystansem i bez dystansu, melanże, wódka już była, ale i tak jej nie pijam, bo zwykłem często po niej rzygać, więc może przypisze wartość najwyższą, wartość życiowej pokusy najtańszemu piwku w barze Laguna? To wszystko wydaje się być bez sensu. Czasem wódkę piję. Na całe szczęście, to tylko moje przypuszczenia lub pewnie jakiś bezczelny ignorant traktujący mnie protekcjonalnie powiedziałby, że są to urojenia, trudno jednoznacznie stwierdzić. Boję się, że świat o mnie zapomni i zostanę sam, bo stworzyłem sobie sztuczne ambicje i przyszłość, której nie chcę przeżyć. Ludzie stali się mi niezwykle obcy i odrażający od czasu, kiedy ostatni raz byłem mocno nietrzeźwy, dużo się kurwiłem i nie miałem pieniędzy na powrót do domu żadnym z dostępnych w Katowicach środków lokomocji. Byłem zmuszony stać się przez chwilę żebrakiem, jakimś nędznikiem spod dworca, było to okropne doświadczenie. Trochę przejaskrawiłem tę historię, bo dyszkę pożyczyła mi koleżanka, która jakimś cudem po tej dzikiej nocy spała na tym samym, bardzo brzydkim osiedlu. Jak zwykle można na mnie liczyć, oddam co do grosza w swoim czasie. W każdym razie znalazłem się w wyjątkowo trudnym położeniu. Postawiono mnie (załóżmy, że jakieś niezwykłe siły pozaziemskie to zrobiły, bo tak mi jest łatwiej) w obliczu dokonania trudnego wyboru pomiędzy "rozsądkiem", a wolną wolą. Ten trudny okres przywodzi na myśl okres jeszcze trudniejszy, gdy jako młody uczeń jeszcze bez zmian trądzikowych, bez znajomych i bez radości życia jedynego pocieszenia szukałem nauce. Naprawdę wiedza nigdy nie była dla mnie najważniejsza, nawet wtedy, teraz także i to chyba się nigdy nie zmieni. Obecnienie wiem, czy historia zatoczyła koło, czy to tylko takie chwilowe deja vu, po którym wznowię liczne więzi międzyludzkie, romanse i trochę przekroczę zalecaną dawkę spożycia alkoholu w przeciągu jednej godziny. Wewnętrzna harmonia jest w zasięgu mojej ręki. Powtarzam to sobie, odkąd mój wiek stał się dwucyfrowy. Jak widać zasięg mojej ręki nie nadaje się do triumfalnego wyciągania jej w kierunku pragnień. Zabrzmiało bardzo dwuznacznie. Przeczekam te dwa miesiące i niezależnie od tego jak zdam i czy zdam, pójdę się napić jakiegoś klasycznego drinka z kimś wyjątkowym. Może ten ktoś opowie mi swoją historię, a potem wypijemy następne porcje drinków i ja oczaruję tego tajemniczego kogoś jakimś tekstem z filmu, który tak naprawdę z filmu nie będzie, bo wymyślę go na miejscu pod wpływem fantazji alkoholowych, ale zabrzmi jak z wyjęty żywcem z bardzo wzruszającego i dającego do myślenia obrazu. Nie powinienem jednak oglądać filmów, bo potem ciężko mi sobie uświadomić, że w żadnym nie gram i nie odtwarzam roli jakiejś nieszczęśliwie zakochanej dziwki, z jakąś chorobą nowotworową i depresją na dodatek i robienie dramatycznych min przechodząc przez pasy na drugą stronę plugawej ulicy nie jest uwieczniane na kamerze i nikogo to nie porusza. Lepiej będzie, jeśli nie będę wyobrażać sobie czegoś wspaniałego, bo czuję zbliżający się zawód. Dodam jeszcze, że nie mam papierosów i chyba doleję do tej herbaty wódki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)