Człowiek względem innych istnień
ziemskich jest najbardziej zbliżony do doskonałości, sam bowiem jest
wyznacznikiem jej kanonów. Tworząc nowy świat stał się jego
niewolnikiem. Wszystko co zostało stworzone ludzkim umysłem posiada jego
namiastkę, która może się rozwijać niosąc zagładę. Stajemy się niewolnikami rzeczywistości, żyjącymi w
labiryncie, który pozornie nie ma wyjścia. Możemy przestawiać ściany
zgodnie z naszą wyobraźnią i nadawać im dowolne kształty. W ten sposób
droga na skróty jest znacznie prostsza, jednak nadal bez końca.
Obrazkowa rzeczywistość, wyidealizowany świat piękna i niebanalności to
pogłębiający się niekontrolowany proces, w którym uczestniczą
ludzie szukający sensu życia na tej pokurwiałej planecie. Proces powstawania ludzkich tworów niematerialnych
jest trudny do określenia, ale początek ich narodzin jest ściśle
związany z chęcią i popędem człowieka do ekspandowania swojej wyobraźni.
To ona jest źródłem świata człowieka, jako nie tyle co najwyżej
umiejscowionego w ewolucyjnym drzewie stworzenia, ale człowieka jako
najmniejszej i podstawowej cząstki elementarnej budującej świat
humanistyczny. Siła grawitacji, warunki atmosferyczne i i procesy
zachodzące we wnętrzu organizmów żywych istniały od zawsze, zostały
jedynie w późniejszym okresie zdefiniowane przez człowieka.To
niesamowite, jak bardzo różni są ludzie i jak niezwykle odmienne
otoczenie mentalne stworzyli dla siebie, mniej lub bardziej im
odpowiadające. Człowiek odmawia
sobie pewnych przyjemności uznawanych przez innych za
złe, przez co jego świat staje się swego rodzaju domem, gdzie niektóre drzwi
są zamknięte, a klucz jest na wyciągnięcie ręki. Niektórzy jednak nie
potrafią posłużyć się tym kluczem w celach poznawczych, które mogą nieść
radość i odnowę fundamentów dla wszelkich płaszczyzn człowieczeństwa. Ja żyję na płaszczyznach, który terytoria urodzajne obsiewam sam, wyrywając chwasty rozproszone przez wrogo nastawione mi jednostki. Cóż, pielęgnuje niezły ogród gdzie dominującą rolę zaczęły odgrywać owadożerne kwiatuszki, trawiące wstrętne robactwo. Jest do aluzja do mojego wrogiego nastawienia wobec ludzi. Polecam taką postawę, rozsądna i rozważna. Zawsze jest możliwość odwrotu, ale nie można w pełni wykorzystać przyjemności, jaką daje nam bycie istotą zdolną do nawiązywania więzi. Miłych chwil także jest niewiele, chociaż w swoim życiu chyba najmilej będę wspominał zakupy. Cudowne momenty
ekstazy widząc piękne ubrania, wiszące na wieszakach, takie martwe i na
przecenach.
Napisała do mnie osoba z przeszłości, kiedyś ważna. Teraz czuję się w stanie przejść obojętnie wobec jej najokrutniejszych cierpień. Długo na to pracowałem.
sobota, 25 maja 2013
piątek, 10 maja 2013
Potop nienawiści
Ja pierdole! Moja wewnętrzna nienawiść, którą tłumię w sobie od lat właśnie osiągnęła apogeum jeśli chodzi o jej objętość w moich trzewiach oraz próchniejącej duszy. Ludzie są dla mnie zbędni. Wszechobecne robactwo, zdewaluowane, niewidzące sensu życia i niezastawiające się nad żadnymi zjawiskami występującymi w trakcie ich nic nie wartej egzystencji. Pasożyty wydalające swoje wstrętne, jebiące brzydactwem i szpetotą gówna za pomocą prymitywnych cewek Malpighiego. Pierdolone, nieusunięte przez nosicielki płody. Nie wiem czy jestem złym człowiekiem, ale gdybym mógł zniszczyć kogoś, kto chciał zniszczyć mnie... zrobiłbym to bez skrupułów. Nie chodzi mi tylko o śmierć (no cóż jest to chyba najlepsze wyjście z sytuacji), ale o eksterminację ich "umysłów". Co ja robię na tym świecie? Wydaje mi się, że nigdy nie doznam czegoś takiego, jak szczęście, takie beztroskie. Górno to fakt! Skrupulatnie obserwując swoje otoczenie, doszedłem do wniosku, że ludzie szczęśliwi to w dużej mierze idioci. Jedynie nieszczęśliwe jednostki, pesymistycznie nastawione do rzeczywistości mają pewne pokłady rozumu w głowach. Są to oczywiście realiści. Chociaż od tej reguły także można się spotkać z wyjątkami. Mniejsza z tym. Dzień mojej śmierci będzie szczególnie piękny. Nadal towarzyszy mi dziwne, ale niebywale przyjemne przeświadczenie, że umrę młodo. Być może pamiętny klub 27? Niezwykły zaszczyt, znaleźć się w zacnym gronie artystów takich, jak moja kochana idolka Amy. Wiele bym dał by móc z nią porozmawiać. Musiała być nieszczęśliwą istotą, piękną jak phalaenopsis zapuszczający się u mnie w dużym pokoju. Moje odejście będzie spektakularne, pełne klasy i powabu, a także egzaltacji. Wtedy wszystkim wyznam, jak bardzo ich nienawidzę, jakimi są zbędnymi elementami prostej układanki, którą jest byt człowieczy. Nie czuję wstydu. Mam prawo do takich trafnych moim zdaniem uwag. Ludzie są najgorszą rzeczą stworzoną na drodze ewolucji, bo żadnych śmiesznych Jezusków i Allaszków nie ma. Załóżmy jednak, że oni istnieją, gdzieś w odosobnionym świecie. Muszą mieć niezłą jebe z poczynań swoich prawda ulepionych z gliny i innego ścierwa zwierząt. Tak! Człowiek nie jest człowiekiem, człowiek to zwierze. Głupie, nauczyło się ubierać ładne bądź brzydkie jak chuj ubranka, pić piwo i zarabiać pieniądze. Globalna zagłada będzie piękną chwilą. Wizja tego wzruszającego momentu, kiedy odłamki komet lub tsunami niszczą wszystko i wszystkich. Moje dzisiejsze uczucie zrodziło się na (i teraz uwaga) koncercie Moniki Brodki. Tak! Zacznijmy od przyjemniejszych tematów, od muzyki, niech tak będzie. Nie przepadam za tą artystką, jak dla mnie to pozerka. Nagle z dziewczyny śpiewającej piosenki idealne na grilla powstała księżniczka polskiej muzyki alternatywnej. Dziwne, ale przyznam, że podobają mi się niektóre z jej utworów. Wolę jednak wracać do przeszłości i nieśmiertelnego głęboko w środku gdzieeeeś i choćby śladu łeeeeeez. W moim wykonani amatorskim brzmi to jeszcze lepiej niż mogą sobie państwo wyobrazić. Taka mała dygresja - polecam czytać mojego bloga pod wpływem alkoholu, naprawdę. No więc Monia osłonięta światłem reflektorów uświetniła niezłym wokalem imprezę dla lumpenproletariatu. Widziałem znajome osoby. Tych, których widok nie kaleczy mych mitycznych oczu, a także wrogów. Ciekawi mnie, jak to się dzieje, że spotykam takich przeciętnych skurwieli. Są w stanie wywąchać smród z mojej dupy ze znacznej odległości. Po dzisiejszym wieczorze, jestem także pełen wątpliwości co do pewnych osób, niby bliskich. Alienacja podstawą mojego dzisiejszego pobytu w hotelu JA SAM PRZED ROZPADAJĄCYM SIĘ LAPTOPEM.
Pragę podziękować tym, którzy dali mi możliwość zamieszczania na tej stronce wszystkich tych myśli. To dla mnie bardzo ważne. Przez chwilę poczułem się kimś wartościowym.
Każdy z nas ma w sobie część gnijącej gdzieś w glebie Amy.
Pragę podziękować tym, którzy dali mi możliwość zamieszczania na tej stronce wszystkich tych myśli. To dla mnie bardzo ważne. Przez chwilę poczułem się kimś wartościowym.
Każdy z nas ma w sobie część gnijącej gdzieś w glebie Amy.
środa, 8 maja 2013
#swag #yolo
Majówka przeleciała z prędkością światła. Może to i lepiej. Dni wolne odchodzą w niepamięć, jednak jestem coraz bliżej końca katorżniczej pracy w jebanej szkole. Nie mam czasu pisać. Mój umysł przechodzi swego rodzaju odnowę, napawa się wyimaginowanymi przyjemnościami, których prawdopodobnie nie doświadczę i to mnie blokuje, to mnie kurwa blokuje. Poza tym twarz polonistki działa na mnie ostatnio wyjątkowo niekorzystnie. Być może chodzi tutaj o jej tendencje do wpierdalania się w nie swoje sprawy, co większość wiąże z jej wątpliwymi żydowskimi korzeniami tudzież jakimikolwiek powiązaniami (ja tam w ten stereotyp Żyda nie wierzę), a może najzwyczajniej w świecie o brzydotę jaką reprezentują jej obszary mimiczne. Sądzę, że jedno i drugie. Cóż, może są ludzie, dla których jest atrakcyjna? Gdzie szukać tych legendarnych jednostek, dla których najważniejsze jest wnętrze? Życie w kulturze obrazków i rhinoplastyki jest dla mnie uciążliwe. Tutaj prawa uwidacznia się niewielka cząstka mojej hipokryzji. Sam planuję poddać się zabiegowi korekty nosa. Kiedyś wystarczy mi odwagi i pieniędzy. Czuję wpływ konieczności bycia najpiękniejszym. Półka w kiblu wygina się pod ciężarem peelingów, toników, kremów nawilżających i innych specjalistycznych środków do pozbywania się obsyfienia twarzy... obsyfienie nie podkreśliło mi się na czerwono, więc istnieje takie słowo WOW! W sumie to czuję się najpiękniejszy, ale wewnętrznie. Zdaję sobie sprawę ze swojej inteligencji i bardzo rzadkiej we współczesnych czasach umiejętności filtrowania rzeczywistości w taki sposób, aby odbierane informacje wykorzystywać w przyszłości. Mózg został niestety wyeliminowany z większości dziedzin egzystencji i zastąpiony przez modę. Nie chcę tak funkcjonować, ale tak właśnie się dzieje. Ciężko walczyć z wszechobecnymi normami hipsterstwa, jeśli chociaż w ułamku są one adekwatne do gustu odbiorcy. Nadeszły czasy, w których nie ma oryginalności, wszystko bowiem miało już miejsce. Ciężko wykreować coś nowego. Wydaje mi się, że na naszej zacnej planecie eksploatowanej przez Ruskich jest kilka osób, które w podobny mnie sposób prowadzą internetowe pamiętniki, pełne ordynarnego języka, błędów ortograficzno-interpunkcyjno-merytorycznych, a także ech filozoficznych. Przejdźmy do istotniejszych rzeczy, takich jak mój ambitny plan sięgnięcia po papierosa. Od mojego przykrego nałogu będę stawał się coraz bardziej odrażający. Zestarzeję się samotnie i paskudnie.
Z mego bólu egzystencjalnego zrodził się tumblr http://carbomba.tumblr.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
