czwartek, 31 stycznia 2013
Jak z rzygać z gracją i powabem
Dnia dzisiejszego doskwierał mi kurewski ból brzucha. Wszystko zaczęło się na języku polskim, ostatnia lekcja w moim wieśniackim liceum. Dziwne skurcze, dziwne jazdy, wiedziałem, że coś jest nie tak. Obiecałem sobie, że moje pośladki nigdy nie dotkną porośniętej grzybem i opanowanej przez robactwo pełzające deski klozetowej w męskim kiblu. Lata braku celności w oddawaniu moczu spowodowało, że powstał tam specyficzny mikroklimat. Ludzkie wydaliny są głównym składnikiem atmosfery tego małego pomieszczenia i skrystalizowanego osadu na kafelkach i fugach. Dzwonek, poza gównem poczułem w ustach smak wybawienia. Papieros wypadł mi z ręki w drodze na przystanek, tak mnie bolało.Myślałem, że rodzę. Przez chwile nawet moja czwórka z biologii poszła się jebać i uwierzyłem w to, że wydaję na świat potomstwo!!! W umyśle miałem widok mnie, moich rozłożonych nóg, małego bachora wychodzącego mi z penisa (WTF?!) i kierowcy autobusu numer dwadzieścia dwa odbierającego ten poród. Naoglądałem się zbyt dużo Ciąży Z Zaskoczenia na TLC. W drodze na przystanek wszystko mi się dźwigało. Gdy byłem już w drodze nadeszła krótka chwila ukojenia, do czasu aż wysiadłem na swojej dzielnicy... Kilka kroków i pierwszy bełt. Ludzie patrzeli się na mnie jak na popierdolonego, a ja zrobiłem swoje i szedłem dalej. Nie potrafiłem tego powstrzymać!!! Chwilę potem nastąpił kolejny wyrzut substancji, których mój kochany żołądeczek nie toleruje. Osiedlowa społeczność wybierająca się w tym czasie do Biedronki miała nie lada widowisko. Centralnie przed domem miałem taki krótki, malutki bełcik. Zwisające masy wymiocin wytarłem moim pięknym szalikiem w renifery, jest to mój ulubiony szalik i bardzo ubolewam nad poświęceniem go, aby zachować czystość na ryju.
Wszystko to dalej znajduje się tam, na chodniku...
Nie wiem co we mnie wstąpiło, że opisuję ten kompromitujący ciąg zdarzeń, ale w życiu spotyka mnie niewiele ciekawych sytuacji, a wypróżnienie się na środku ulicy to chyba fajne doświadczenie, którym warto się podzielić z internautami.
piątek, 25 stycznia 2013
Cycek od krowy

Ehhhh, dziwna noc. Wygrzebałem swój stary szlafrok i popierdalam w nim od jakiejś godziny po chacie w poszukiwaniu mleka, bo złapała mnie bolesna zgaga. To jedna z wielu dotkliwych dolegliwości, które mi doskwierają. Nie mam kondycji, wszystko to dzięki papierosom i lewemu zwolnieniu z wuefu. Tak, jestem zajebisty. Czuję się niezwykle pięknie, bo zakupiłem żel pod prysznic i płyn do kąpieli z Original Source. Niesamowite. Płyn do kąpieli czekolada-mięta i masz najpiękniejsze orgazmy jakich żaden bóg nie miał NIGDY!
Trochę mi dziś odbija. Jutro jakaś babka odwiedza moje domostwo. Mamusia załatwiła mi korepetycje z chemii, chociaż mówię jej cały czas, że bez jej ciężko zarobionych sześciu dyszek dam rade, że koleżanka się zna, bo chodzi do zajebistej szkoły i ma z chemii pięć, więc mi pomoże, ale nie... Szkoła zaczyna mnie coraz bardziej dopierdalać. Chyba wraz z początkiem drugiego semestru w moim wnętrzu uruchomił się holiday mode.
A oglądając przemowę Krystyny Pawłowicz w sejmie o mało nie obsrałem najbliższego otoczenia ze śmiechu. Typowy przykład robactwa, samicy o wymionach jak krowa i małym mózgu jak stegozaur.
Czas pójść spać
czwartek, 17 stycznia 2013
JP 100%
Nie wiem kiedy ostatnio zostawiłem tutaj ślad swojej egzystencji. W każdym bądź razie wydarzyło się niewiele. Sytuacje, z którymi miałem styczność także nie były wysokiego kalibru. Pewnego wieczora, gdy w pocie czoła tworzyłem notatki na biologię (jakieś węzły zatokowo-przedsionkowe, chuj wie co to jest) niezwykle piękną i charakterystyczną dla mnie kaligrafią, którą tylko ja potrafię rozczytać, a rysunku kłębuszka nefronu w wykonaniu prawda moich dłoni nie zrozumie nikt! Wszystko to za sprawą cudownych mazaków, lubię mieć kolorowo. Najśmieszniejsze jest to, że moje zeszyty świecą pustkami, niecenzuralnymi rycinami oraz słyną z prymitywnego i niechlujnego sposobu ich prowadzenia. Natomiast całą swoją wiedzą zatrzymuję na pojedynczych kartkach, wyrwanych z zeszytu, który z założenia miał być do przedmiotu o wdzięcznej nazwie religia, ale go niestety nie prowadzę. W tych czasach nikt go nie prowadzi. W ten oto sposób wiadomości o układzie krwionośnym człowieka są pełne barw i przyjemnie się uczy. Ostatni człon poprzedniego zdania napisałem tylko ze względów stylistycznych, bo nauka nie jest przyjemna. Wracając do tematu... Siedzę spocony i śmierdzący na łóżku w dresach ujebanych pastą do zębów i substancjami nieznanego pochodzenia, gdy nagle u progu domu moich rodziców pojawia się policja. Myślałem dlaczego oni tu są, kogoś obraziłem albo może chodzi o moje psychodeliczne błogostany, którymi czasem się oddaję. Domownicy żwawo zebrali się na przedpokoju, by wysłuchać jak niedokształcony glina usiłuje płynnie przeczytać to co pisze na karteczce, a pisało niewiele i nic strasznego. Musiałem złożyć zeznania na grupę niegdyś mi bliskich osób (to śmiesznie brzmi), bo włamali się osobie, która nigdy nie była mi bliska (to brzmi jeszcze lepiej) na konto portalu społecznościowego Facebook. Więcej nie napiszę, gdyż obawiam się, że moja działalność w sieci może zostać poddana inwigilacji. Następnego dnia w całkiem lajtowym nastroju pojawiłem się na przesłuchaniu. Atmosfera była bardzo sympatyczna i domowa. Mikrofalówka i plakat półnagiej kobiety na ścianie dodawały owemu pomieszczeniu niezwykle stereotypowy charakter, ale było spoko. Spędziłem tam jakieś 40 minut, odpowiadając na pytania i poprawiając po panu komisarzu protokół. Policjanci bardzo sympatyczni, swobodni dzielnicowi.
Najbardziej wkurwił mnie fakt, iż nikt łaskawie nie poinformował mnie, że sprawą zajmują się organy władz państwa i straciłem swój ciężki czas oraz muszę wziąć pod uwagę stres na jaki mnie narażono. Tak czy siak mam to w dupie.
Zdecydowanie przyjemniejszą sprawą jest mój najnowszy piercing. Smiley zrobiłem w kiblu w niedzielę. Przygotowałem cały swój jałowy sprzęt, poczułem się jak prawdziwy spec. Jeb! i oto w moim wędzidełku znalazła się podkowa z bioplastu. Już się prawie przyzwyczaiłem. Przebiłem trochę krzywo, ale nikt nie zauważy. Jestem bardzo zadowolony, że latając z kaniulą dożylną w ryju po mieszkaniu nie zemdlałem.
Kocham ten dźwięk i widok Cassie ćpającej tabsy, zapijając je alkoholem w pistolecie na wodę.
sobota, 5 stycznia 2013
Zero zero
Mój zegar biologiczny uległ zbyt poważnemu uszkodzeniu. Wstałem o godzinie zero zero dwadzieścia coś, sukcesywnie. Czas najwyższy to naprawić.
Mam jednego papieroska, którego wypalę ze świadomością piękna mojej alabastrowej struktury umysłu (?)
Czas się umyć, śmierdzę. Perfum Diora jednak nie zwolni mnie z pielęgnacji tej warstwy gruzu, która zwie się ciałem.
czwartek, 3 stycznia 2013
A imię jego 69
Nienawidzę romantyzmu. Może to ta chora sfera poglądowa i widoczne zawichrowania psychiczne polskich wieszczów w ich utworach. Spójrzmy prawdzie w oczy, nikt w XXIw nie cztałby tego badziewia, bo po co? Jedyne co nas trzyma przy tych zbiorach liter na papierku to szkoła. Wielcy patrioci, którzy spierdalają z kraju gdy zaczyna się robić ostro, a później piszą, jak bardzo brakuje im ojczyzny, metaforyzując misternie nostalgię. To takie moje spostrzeżenia "na surowo". Zerkając na komentarze internautów pod streszczeniem "Kordiana" dochodzę do wniosku, że dokonałem dobrego wybory nie sięgając po spuściznę Słowackiego.
W sumie to troche nawet rozumiem tych wieszczów, wszyscy ruchali się z tymi samymi laskami.
Nic ciekawszego na dziś dzień nie wymyśliłem. Jutro nie pojawię się na chemii, nie będę czekać przez dwie godziny nic nie robiąc.
W sumie to troche nawet rozumiem tych wieszczów, wszyscy ruchali się z tymi samymi laskami.
Nic ciekawszego na dziś dzień nie wymyśliłem. Jutro nie pojawię się na chemii, nie będę czekać przez dwie godziny nic nie robiąc.
środa, 2 stycznia 2013
Wpisik nocny
Po czasie wolnym od pracy, zawsze po jego zakończeniu nienawidzę szkoły bardziej :)
Nie mam na dziś żadnej myśli przepełnionej wirtuozerią i kretynizmem. Pregnę się jedynie podzielić muzyką.
Nie mam na dziś żadnej myśli przepełnionej wirtuozerią i kretynizmem. Pregnę się jedynie podzielić muzyką.
wtorek, 1 stycznia 2013
Jebać wszystko
I co? Jest nowy rok. Nie widzę rewelacji. Celowo użyłem małych liter. Bardzo śmieszny dzień, nic specjalnego. Idąc do domu jeszcze w stanie lekkiego odrętwienia alkoholowego nadjechał mój autobus, przypadkiem go zauwazyłem. Pustki w środku i na ulicach. Dopiero gdy wychodziłem obszerne stado moherowych beretów tłocznie wpierdalało się do wejścia, tak że nie umiałem zejść po schodkach. Kulturka. Oczywiście wszyscy zmierzali do kościoła... To była jedna z pierwszych przygnębiających sytuacji, jaka mnie spotkała.
Nie wypiłem dużo, właściwie to bardzo mało. Jasne, był moment gdy dosyć swobodnie się prawda poruszałem i nie potrafiłem się logicznie wysłowić, ale szybko przeszło. Cały czas zachowywałem zdrowy rozsądek i nie brałem do ryja każdej napotkanej zmysłem dotyku (bo wzrokiem było cięzko cokolwiek zlokalizować) substancji dozwolonej od lat 18 lub zupełnie nielegalnej. Odrobine odpowiedzialności jednak wyniosłem z tego domu.
Stosunkowo szybko dotarło do mnie najgorsze. Myśl, że jutro trzeba iśc do tej zasranej, komercyjnej szkoły. To już dziś, za kilka godzin. Może chore gardełko pozwoli mi zostać w domu. Odnośnie mojej kochanej szkółki, moja rówie kochana pani z informatyki pozmieniała trochę plan lekcji. Zmiany nie są duże, ale dla mnie apokaliptyczne w skutkach. W piątek zwykle opuszczam dwa wuefy, z których mam zwolnienie. Ostatnia lekcja to informatyka i po ugodzie z ową kobietą jestem przepisany do innej, wtorkowej grupy, także wcześnie jestem wolny, także super. A teraz? Przeniosła chemie przed inormatyke i co za tym idzie jestem zmuszony czekać przez dwie skurwielskie godziny lekcyjne na laboratoryjną paplaninę, gdzie nie ma podziału na grupy. Zrobiła to celowo, jestem tego pewien. Co teraz zrobie? Nie wiem. To pewne, że tego tak nie zostawie. To potwarz. Świństwo.
Jakieś konkretne postanowienie na 2013? Jebać wszystko. Co prawda nie jest zbyt konkretne, ale bardzo wymowne i autentyczne. Jestem z niego bardzo dumny.
A nad rzuceniem palenia musze się poważnie zastanowić, bo to nie będzie takie proste.
Nie wypiłem dużo, właściwie to bardzo mało. Jasne, był moment gdy dosyć swobodnie się prawda poruszałem i nie potrafiłem się logicznie wysłowić, ale szybko przeszło. Cały czas zachowywałem zdrowy rozsądek i nie brałem do ryja każdej napotkanej zmysłem dotyku (bo wzrokiem było cięzko cokolwiek zlokalizować) substancji dozwolonej od lat 18 lub zupełnie nielegalnej. Odrobine odpowiedzialności jednak wyniosłem z tego domu.
Stosunkowo szybko dotarło do mnie najgorsze. Myśl, że jutro trzeba iśc do tej zasranej, komercyjnej szkoły. To już dziś, za kilka godzin. Może chore gardełko pozwoli mi zostać w domu. Odnośnie mojej kochanej szkółki, moja rówie kochana pani z informatyki pozmieniała trochę plan lekcji. Zmiany nie są duże, ale dla mnie apokaliptyczne w skutkach. W piątek zwykle opuszczam dwa wuefy, z których mam zwolnienie. Ostatnia lekcja to informatyka i po ugodzie z ową kobietą jestem przepisany do innej, wtorkowej grupy, także wcześnie jestem wolny, także super. A teraz? Przeniosła chemie przed inormatyke i co za tym idzie jestem zmuszony czekać przez dwie skurwielskie godziny lekcyjne na laboratoryjną paplaninę, gdzie nie ma podziału na grupy. Zrobiła to celowo, jestem tego pewien. Co teraz zrobie? Nie wiem. To pewne, że tego tak nie zostawie. To potwarz. Świństwo.
Jakieś konkretne postanowienie na 2013? Jebać wszystko. Co prawda nie jest zbyt konkretne, ale bardzo wymowne i autentyczne. Jestem z niego bardzo dumny.
A nad rzuceniem palenia musze się poważnie zastanowić, bo to nie będzie takie proste.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


