środa, 26 czerwca 2013

Stan nirwany bez rzygowin

Dzisiaj czuję się wyjątkowo stabilnie ustatkowany psychicznie. Zjawiska dnia codziennego nie wkurwiają mnie z taką olbrzymią siłą jak to zwykły robić w każdym innym punkcie w czasoprzestrzeni. Dziwne uczucie, jednak wydaje mi się, że nigdy nie zdołam osiągnąć stanu nirwany, który pozytywiści polscy tak bardzo kochali (ooo pięć godzin języka polskiego tygodniowo do czegoś się się przydało). Cóż, cieszę się, że jest jak jest, ale to tylko chwilowa radość, obejmująca pewien konkretny obszar w ośrodku innym niż moja tożsamość mentalna. Jest mi dziś dobrze, ale czuję się źle. To ambiwalentne uczucie ma na mnie obojętny wpływ. Tak! Jednak nie radość, a błoga obojętność. Idealny opis stosunku, który obecnie mam do otaczającej mnie rzeczywistości, a także ludzkich twarzy, które wywołują u mnie silne zgniecenia żołądka i możliwość wyjebania jego zawartości na teren otwarty, przez okno najlepiej, najpiękniej. Być może jest to spowodowane nowym singlem Edyty Bartosiewicz. Jakby te kilkanaście lat w ogóle nie minęło.

sobota, 15 czerwca 2013

Bluzka x4 = kilka minut szczęścia

Wakacje już wołają nas z daleka  krzykiem w postaci jebiących chlorem spalonych ciał, wracających z pobliskich pływalni otwartych, a także katorżniczym upałem w popołudnie. Wbrew pozorom nie jest to radosny dla mnie moment. Czerwiec jak zwykle najgorszy. Wkurwiający nauczyciele i cholernie dobra pogoda, której owocem jest pot w okolicach wstydliwych miejsc, jak myślę nie tylko dla mnie. Nauczyciele wkurwiają mnie najpiękniej jak tylko potrafią. Cóż, nie bez powodu mówi się, że ciało pedagogiczne to najbrzydsze ciało jakie może być. Wielu uczniów przebudziło się w tym pięknym miesiącu, aby ciężką pracą tudzież lamentacyjnym płaczem otrzymać promocję do następnej, cudownej, niesamowitej i wymagającej - klasy maturalnej. Swoim trzecim okiem przeczuwam, że będzie to największy zapierdol z jakim przyszło mi się dotychczas zmierzyć. Kolejny taki zaszczyt spotka mnie dopiero podczas poszukiwania lokum na studia, oby jak najdalej od tego mrowiska, gdzie swój rozród prowadzą zbyteczni ludzie, z którymi  oto przyszło mi żyć. Obok zakupów, o których za chwilę niezwykle ciekawym doświadczeniem było gradobicie na moich rodzimych katakumbach. Kule lodu wielkości czereśni lub, jak kto woli uformowanych ruchami perystaltycznymi jelita grubego gówien kozy i innych zwierząt wiejskich, na kształt zbliżony do ideału geometrycznego. Jak nietrudno się domyślić czytelnikom znającym mój chwilowy stan radości spowodowany nabyciem nowej rzeczy materialnej najmilszym akcentem dnia dzisiejszego były zakupy, nawet udane. Na cztery kupione rzeczy przestała mi się podobać tylko jedna, i to dopiero po drugim przymierzeniu jej w domu. To niebywały sukces. Zwykle wychodzę z większą ilością ubrań i podoba mi się tylko jedna rzecz. Obawiam się jednak, że pozostałe trzy rzeczy także przestaną cieszyć me oko i duszę materialisty. Ciężko żyć w świecie, gdy nie ma się pieniędzy na zaprojektowanie swojej własnej linii ubrań i wprowadzenie jej w życie. Chodziłbym w nich tylko ja. To jedno z wielu powierzchownych pragnień motywujących mnie do zarabiania hajsu w przyszłości. Spędziłem w "Hymy" jakieś 30 do 40 minut. Spotkałem znane twarze, ładnych i brzydkich ludzi. Kiedy zastanawiałem się czy kupić więcej koszulek za 20zł czy może mniej, ale z nadrukami za 40zł, wpadłem na pomysł, że mogę kupić koszulę z takim samym nadrukiem do droższa koszulka, ale w cenie 80zł. Ceny podaję w zaokrągleniu do całości, gdyż pisanie wszędzie 99 groszy niszczy mój zamysł kompozycyjny całego tekstu. W każdym razie ten dylemat wielkiej skali doprowadził mnie do mimowolnego wkroczenia w strefę głębszych przemyśleń egzystencjalnych. Doszedłem do wniosku, że zakupy działają tak samo jak medytacja. Czuję się lepszym człowiekiem po shoppingu. Wracałem kurwa pieszo, więc czuję się też zmęczonym człowiekiem. Czy wakacje spędzę po mojej myśli, czy po istniejącej w ułamku procenta myśli osób ograniczających mnie, tego dowiem się w najbliższym czasie. W hibernację wprowadzam swój umysł stopniowo.