niedziela, 30 grudnia 2012

Żenujące podsumowanie 2012


Nie będę pisać żenującego podsumowania roku 2012

No więc zacznijmy od tego, że niedawno zakończyłem leczenie mojego gardełka antybiotykami, które przepisała mi kochana pani z mojej przychodni, która wie co dolega choremu gdy tylko przekroczy próg drzwi do jej gabinetu. Wgląda to tak, że czekam na nią półtorej godziny. Oczywiście pojawiła się nieco wcześniej. W między czasie opierdalała tatuśków pięcioletnich córeczek, bo palili na terenie poradni. Była bardzo agresywna, chciała dzwonić po straż miejską, prawdziwa furiatka. Stałem jak koń, uruchomiłem magiczne zawiasy w stawach kolanowych i ani drgnąłem. Oddałem się w niezbyt przyjemny stan hibernacji. Kobiety z wózkami dziecięcymi wpierdalały się do małego pomieszczenia, gdzie i tak było tłoczno. Wybrałem miejsce w rogu i obserwowałem bardzo interesujące rzeczy dziejące się za oknem, takie jak wychodzący kolejno wkurwieni ludzie i krople deszczu. Moje nazwisko zostało wywołane. Przekroczyłem próg drzwi i pani doktor od razu rzuciła się na mnie jak na schabowego. Wsadziła mi patyk do gardła, pomiętoliła moją mizerną klatę stetoskopem i uścisnęła za kark. Trwało to mniej niż pół minuty, przysięgam. Diagnoza jasna i oczywista. "No ja czuje , że się z tego nie pozbierasz, dlatego przepiszę ci antybiotyk". Jedyny porzytek z tego jest taki, że co pół roku zgłaszam się po semestralne zwolnienia z W-F i bardzo mnie to cieszy. Tak tak, antybiotyki...Problem w tym, że po wypiciu skromnej ilości browarów mogę wykitować, ale jestem dzielny. Odstawiłem te ohydne tabsy jakiś czas temu. Moja prababcia, niezwykle silna kobieta mimo wieku zawsze mi mówiła, że nigdy nie brała tego co przepisał jej lekarz, nigdy nie chodziła do lekarza i zawsze sama dochodziła do zdrowia, kurując się metodami ludowymi przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Tym sposobem ma już prawie 90 lat, podziwiam ją bardzo.

Sylwestra spędzę bardzo kameralnie, ale nie aż tak jak rok temu. Nie na korytarzu piwnicy z jednym piwem i Marią, którą serdecznie pozdrawiam. Ilość piw jak zwykle ograniczona, mam zakaz spożywania cięższych trunków  i jaboli, dozwolone jedynie browary. Na szczęście mam dużo pieniążków i kupię sobie fajne papieroski. Chciałem rzucić jeszcze w tym roku, ale jako postanowienie noworoczne zaprzestanie palenia brzmi bardziej spektakularnie i są może nieco większe szanse na zrealizowanie tego przedsięwzięcia.

Odpoczynek od szkoły bardzo mi służy. Nie muszę pięć razy w tygodniu widywać grona wieśniaków, to istne błogosławieństwo. Niestety wolne się kończy, a ferie dla mojego regionu rozpoczynają się dopiero w lutym, jestesmy ostatni. Nie wiem co za cymbał ustala te terminy. Wszyscy powinni mieć w tym samym czasie i chuj.




Dawno nie pisałem. To dlatego, że oglądałem kreskówki z dawnych lat i klasyki kina, więc moja psychika musiała dojść do siebie. Ogólnie rzecz biorąc musiałem sobie uzmysłowić, że nie znam wschodnich sztuk walki i skacząc z okna nie odlecę.

Moja niechęć do katolików radykalnie wzrosła. Przez nich mam zablokowane konto na fejsie jeszcze przez trzy dni, a dni tych było siedem. Cóż teraz już wiem, że tym portalem kierują stronnicze organizacje katolskie. Nie warto wdawać się w polemiki słowne z ludźmi z klapkami na oczach.


Po przesłuchanjiu tej piosenki, wiem, że jestem typem kobiety rakiety, chociaż jestem samcem, przynajmniej  pod względem fizjologicznym. I dla własnej wygody zapuszczam swe ogrody.

środa, 19 grudnia 2012

Gówno pod butem

Jestem chory. Generalnie bardzo cieszy mnie ten fakt, może nie będę musiał iść do alcatraz jutro i w piątek. Alcatraz to taki twórczy synonim szkoły, na który wpadłem całkiem niedawno. Tak więc w alcatraz nie dzieje się nic specjalnego. Rozbawiła mnie kolejny raz moja (nie)kochana polonistka. Przyczepiła nad drzwiami wejściowymi do klasy jakieś wieśniackie, propagandowe odoby świąteczne. Spadły. Wieśniacki łańcuch i wieśniacka bąbka. Kazała mi to przyczepić spowrotem. Niechętnie, ale zrobiłem to co mi kazała. Dzięki niej słowa "ta bąbka zepsuła się już na zawsze" nabrały znaczenia kurwa tak poetyckiego, że zacząłem się zastanawiać czy jest ze mną ok, a przecież nie brałem dzisiaj żadnych dragów. Bardzo fascynowała się grosikiem, który znalazła w rogu sali, prawie jakby przezywala ekstazę.

Oczywiście dzień nie byłby dniem gdybym się nie wkurwił. Jakaś pizda prezydent Brazylii wysiedla rdzennych Indian żeby wybudowac jakieś wodne coś, przy okazji zalane zostaną zagrożone gatunki zwierząt i roślin. Oczywiście kasa się liczy. To tylko bardziej mi pokazało, jak bardzo nienawidze ludzi, dlatego też się do nich nie upodabniam.

Świąteczna atmosfera działa mi na nerwy. Nie wiem jak długo to zniosę. Im prędzej gotówka przypłynie do mych rączek tym lepiej.


Jedyne co dzisiaj poprawiło mi humor to kobieta wycierająca gówno z buta o resztki śniegu.








niedziela, 16 grudnia 2012

Sweetheart

Katie to zdecydowanie moja ulubiona postać z całej jebanej drugiej generacji (początkowo wielbiłem jej siostrę lesbijkę, ale potem sie zamieniły charakterami co mnie automatycnzie zamieniło moja ulubioną postać). Kocham jej rozbrajające teksty w tym kultowe I"M KATIE FUCKING FITCH WHO THE FUCK ARE YOU, klasyka.



Uczyłem się na historię i nie chcę więcej. Robię postępy w rzuceniu palenia. Może uda mi się rzucić przez osiemnastką, wiem, brzmi w chuj paradoksalnie...

środa, 12 grudnia 2012

Kolęda zjebana

Nigdy nie lubiłem kolęd. Wizyty wstrętnego i obleśnego księdza, który każe całować posążek człowieka lezącego na dwóch prostych prostopadłych i moczy Ciebie, a także meble i sufit podejrzaną wodą nieznanego pochodzenia. Oczywiście było lepiej niż rok temu. Była to wizyta blondaska, dosyć młody przedstawiciel kleru, w okularach i o idiotycznym wyrazie twarzy osoby, która codziennie żywi się tylko margaryną. Tym razem pan był stosunkowo milszy, ale o równie tępawym spojrzeniu. Dźwięk dzwonków na klace schodowej to przekleństwo. Matka oczywiście nerwowa, najbardziej wierząca (chyba jedyna) w domu przemieszcza się z miejsca na miejsce i atakuje każdą przeszkodę napotkaną na swojej drodze. Ministranci wkurwiają mnie najbardziej. Rok temu takie dwa niskie bobaski zaczęły coś śpiewać, a żeby namalować obrazek na drzwiach jeden drugiemu musiał wejść na barana. Tym razem przyszli dosyć dziwne typy, oboje przyglądali się mojemu obkolczykowaniu. Ksiądz oczywiście musiał się mnie zapytać o moje dziury. Miło było usłyszeć, że jego rodzina (w przeciwieństwie do niego, ale to szczegół) także bardzo lubi piercing. Zdobył u mnie plusa.
Wydawało mi się, ze przez całe 15/20 minut ksiądz rozmawiał tylko i wyłącznie z moją matką. Czasem mój ojciec popisał się niezwykle "ciekawą" dygresją. Jestem mistrzem udawania. Tyle lat gram, że wierzę i dalej mi to wychodzi. Źle się z tym czuję, ale nie mam innej opcji, żyję nie pod swoim dachem. Właściwie nie jest to dach moich rodziców tylko podłoga alkoholika z góry, który zalewa nam kibel, kiedyś już o tym pisałem. Teraz tylko czekam na świąteczne wolne, jeden z niewielu plusów polskiego tradycjonalizmu. Właśnie za to ateiści kochają Kościół - za tyyyyyyyyyyyyyyyyle wolnego w ciągu roku.

-Jak tam z twoja wiarą w pana boga Szymonie?
-Bardzo dobrze}

Zapomniałem o jednym. Zostałem zmuszony przepisać kurwa zeszyt z religii, żeby ksiądz miał mi się gdzie podpisać. To  był impuls, który skłonił mnie do wyładowania frustracji tutaj.



niedziela, 9 grudnia 2012

Psychiczna Danka


Uczyłem się fizyki - horror. Właściwie robiłem sobie notatki, czyli przepisywałem to co mam w zeszycie (lub to czego nie zanotowałem) na kartki przy użyciu kolorowych mazaków. Moja pani z pewnością przygotowała sprawdzian bardzo od serca. Pierwszą lekcję zaczynam właśnie w ten sposób. Może poda łatwe pytania, ponieważ będzie po porannej dawce środków psychotropowych nieznanego pochodzenia. To jeden z najdziwniejszych nauczycieli z jakim przyszło mi się męczyć. Spojrzeniem potrafi zabić jak chmara jadowitych insektów.

Kończy mi się energia do życia. Dostałem pieniążki. Nie wiem na co je wydam. Część już przepierdoliłem na czipsy i papierosy. Potencjalne obiekty, które nabędę to plastry jakieś do wybielanie zębów, które zapewne chuja dadzą, dziara, perfum Diora, ubrania rzecz jasna no i masa innych rzeczy kłębiących się w zadupiach mojego materialistycznego umysłu.

Sram już świętami.


Sram tym, że dostrzegam coraz więcej kretynizmu wśród moich znajomych, co za tym idzie pogłębiam się w hipokryzji.

Ale powiedzmy sobie szczerze, można ubierać się w zajebiste ciuszki, przestać nosić wieśniackie szmaty, ale wieśniacki umysł zostaje 4ever.

czwartek, 6 grudnia 2012

Ucho


Moje ucho wraca do normalności. Zostałem zmuszony wyjąć tunel, bo troszeczkę za mocno ponaginałem sobie ucho. Stąd kurewsko boląca opuchlizna. Czekam aż mój płatek stojący pod kątem 90 stopni opadnie i dziura się skurczy. Wybrałem sobie ekstremalną i niebezpieczną pasję, uszczęśliwiają mnie moje naciągnięte uszy.

Nic mi się nie chce. Dzisiaj jest zły dzień. Zgubiłem fragment mojej słuchawki dousznej, bardzo źle. Nawet dzisiejszy alkohol nie sprawił min radości. Obawiam się, że już nigdy mi nie sprawi....

środa, 5 grudnia 2012

Mikołaj to ciula

Nie mam czasu nic pisać. To ciężkie zebrać swoje myśli tutaj, zwłaszcza, że moje nie mają żadnej konkretnej formy, która jakoś by wyglądała na terenie pozamózgowym.  Postanowiłem więc, że będę zwracać uwagę na rzeczy nieistotne, których zwykli ludzie zagubieni w materialnym świecie XXI wieku nie dostrzegają. W większości myślą o ładnych ubraniach tudzież wielkości penisa potencjalnego partnera, a majestatycznych rzeczy, takich jak misterne oszronienie puszki piwa pozostają niezauważone. Moja babka z angielskiego dziś mówiła, że wychodząc z OBI zwróciła uwagę na wartość duchową śniegu na choinkach. Była do dla niej swego rodzaju chwila ekstazy. Ucieszyłem się, że są na tym świecie ludzie patrzący na ten świat "po mojemu", ale jednak wolę patrzeć na browary, a ściślej to pić je.


Tunel w drugim uchu także został naciągnięty do jednego centymetra. Mam wielką ochotę na więcej, ale wiem, że nie warto się śpieszyć. Po wczorajszym stretchingu długopisem mam troszkę obolałe uszko, cóż, dam radę.

Mikołajki zawsze mnie wkurwiały. To pewnie uraz z dzieciństwa, bo wtedy jakiś cwel (do dziś nie jestem pewien kim on był) wtargnął do mojego domu w czerwonym stroju i brodzie. Bałem się. Śmierdziało mu strasznie z mordy i miał nieprzeciętnie brzydką twarz. Pamiętam też, że pewnego razu babcia zabrała mnie na jakieś przedstawienie. Na końcu gość przebrany oczywiście za Mikołaja robił sobie z dziećmi zdjęcia. Oczywiście nie chciałem tam iść, ale jakaś babcia mnie tam wepchnęła. Siedziałem obcemu facetowi na kolanach. Właściwie to na jednym kolanie, bo żeby szybko "przelecieć" wszystkie dzieci brał po jednym na nogę To było traumatyczne doświadczenie. Nie był to mężczyzna gruby, twarz na szczęście prawie w całości pokrywała sztuczna broda. Jest to jedyna zaleta taniego produkowania sztucznych bród przez Chińczyków. Człowiek ten był bardzo niemiły, wredny wręcz. Traktował dzieci jak śmieci. Pewnie dużo mu zapłacili za te przebieranki. A jak zrekompensowano i straty moralne i cierpienie psychiczne wyrządzone przez tego oszołoma? Dostałem worek chujowych cukierków.





Dzisiaj słucham tylko komercji, taka pora.