niedziela, 30 grudnia 2012

Żenujące podsumowanie 2012


Nie będę pisać żenującego podsumowania roku 2012

No więc zacznijmy od tego, że niedawno zakończyłem leczenie mojego gardełka antybiotykami, które przepisała mi kochana pani z mojej przychodni, która wie co dolega choremu gdy tylko przekroczy próg drzwi do jej gabinetu. Wgląda to tak, że czekam na nią półtorej godziny. Oczywiście pojawiła się nieco wcześniej. W między czasie opierdalała tatuśków pięcioletnich córeczek, bo palili na terenie poradni. Była bardzo agresywna, chciała dzwonić po straż miejską, prawdziwa furiatka. Stałem jak koń, uruchomiłem magiczne zawiasy w stawach kolanowych i ani drgnąłem. Oddałem się w niezbyt przyjemny stan hibernacji. Kobiety z wózkami dziecięcymi wpierdalały się do małego pomieszczenia, gdzie i tak było tłoczno. Wybrałem miejsce w rogu i obserwowałem bardzo interesujące rzeczy dziejące się za oknem, takie jak wychodzący kolejno wkurwieni ludzie i krople deszczu. Moje nazwisko zostało wywołane. Przekroczyłem próg drzwi i pani doktor od razu rzuciła się na mnie jak na schabowego. Wsadziła mi patyk do gardła, pomiętoliła moją mizerną klatę stetoskopem i uścisnęła za kark. Trwało to mniej niż pół minuty, przysięgam. Diagnoza jasna i oczywista. "No ja czuje , że się z tego nie pozbierasz, dlatego przepiszę ci antybiotyk". Jedyny porzytek z tego jest taki, że co pół roku zgłaszam się po semestralne zwolnienia z W-F i bardzo mnie to cieszy. Tak tak, antybiotyki...Problem w tym, że po wypiciu skromnej ilości browarów mogę wykitować, ale jestem dzielny. Odstawiłem te ohydne tabsy jakiś czas temu. Moja prababcia, niezwykle silna kobieta mimo wieku zawsze mi mówiła, że nigdy nie brała tego co przepisał jej lekarz, nigdy nie chodziła do lekarza i zawsze sama dochodziła do zdrowia, kurując się metodami ludowymi przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Tym sposobem ma już prawie 90 lat, podziwiam ją bardzo.

Sylwestra spędzę bardzo kameralnie, ale nie aż tak jak rok temu. Nie na korytarzu piwnicy z jednym piwem i Marią, którą serdecznie pozdrawiam. Ilość piw jak zwykle ograniczona, mam zakaz spożywania cięższych trunków  i jaboli, dozwolone jedynie browary. Na szczęście mam dużo pieniążków i kupię sobie fajne papieroski. Chciałem rzucić jeszcze w tym roku, ale jako postanowienie noworoczne zaprzestanie palenia brzmi bardziej spektakularnie i są może nieco większe szanse na zrealizowanie tego przedsięwzięcia.

Odpoczynek od szkoły bardzo mi służy. Nie muszę pięć razy w tygodniu widywać grona wieśniaków, to istne błogosławieństwo. Niestety wolne się kończy, a ferie dla mojego regionu rozpoczynają się dopiero w lutym, jestesmy ostatni. Nie wiem co za cymbał ustala te terminy. Wszyscy powinni mieć w tym samym czasie i chuj.




Dawno nie pisałem. To dlatego, że oglądałem kreskówki z dawnych lat i klasyki kina, więc moja psychika musiała dojść do siebie. Ogólnie rzecz biorąc musiałem sobie uzmysłowić, że nie znam wschodnich sztuk walki i skacząc z okna nie odlecę.

Moja niechęć do katolików radykalnie wzrosła. Przez nich mam zablokowane konto na fejsie jeszcze przez trzy dni, a dni tych było siedem. Cóż teraz już wiem, że tym portalem kierują stronnicze organizacje katolskie. Nie warto wdawać się w polemiki słowne z ludźmi z klapkami na oczach.


Po przesłuchanjiu tej piosenki, wiem, że jestem typem kobiety rakiety, chociaż jestem samcem, przynajmniej  pod względem fizjologicznym. I dla własnej wygody zapuszczam swe ogrody.

środa, 19 grudnia 2012

Gówno pod butem

Jestem chory. Generalnie bardzo cieszy mnie ten fakt, może nie będę musiał iść do alcatraz jutro i w piątek. Alcatraz to taki twórczy synonim szkoły, na który wpadłem całkiem niedawno. Tak więc w alcatraz nie dzieje się nic specjalnego. Rozbawiła mnie kolejny raz moja (nie)kochana polonistka. Przyczepiła nad drzwiami wejściowymi do klasy jakieś wieśniackie, propagandowe odoby świąteczne. Spadły. Wieśniacki łańcuch i wieśniacka bąbka. Kazała mi to przyczepić spowrotem. Niechętnie, ale zrobiłem to co mi kazała. Dzięki niej słowa "ta bąbka zepsuła się już na zawsze" nabrały znaczenia kurwa tak poetyckiego, że zacząłem się zastanawiać czy jest ze mną ok, a przecież nie brałem dzisiaj żadnych dragów. Bardzo fascynowała się grosikiem, który znalazła w rogu sali, prawie jakby przezywala ekstazę.

Oczywiście dzień nie byłby dniem gdybym się nie wkurwił. Jakaś pizda prezydent Brazylii wysiedla rdzennych Indian żeby wybudowac jakieś wodne coś, przy okazji zalane zostaną zagrożone gatunki zwierząt i roślin. Oczywiście kasa się liczy. To tylko bardziej mi pokazało, jak bardzo nienawidze ludzi, dlatego też się do nich nie upodabniam.

Świąteczna atmosfera działa mi na nerwy. Nie wiem jak długo to zniosę. Im prędzej gotówka przypłynie do mych rączek tym lepiej.


Jedyne co dzisiaj poprawiło mi humor to kobieta wycierająca gówno z buta o resztki śniegu.








niedziela, 16 grudnia 2012

Sweetheart

Katie to zdecydowanie moja ulubiona postać z całej jebanej drugiej generacji (początkowo wielbiłem jej siostrę lesbijkę, ale potem sie zamieniły charakterami co mnie automatycnzie zamieniło moja ulubioną postać). Kocham jej rozbrajające teksty w tym kultowe I"M KATIE FUCKING FITCH WHO THE FUCK ARE YOU, klasyka.



Uczyłem się na historię i nie chcę więcej. Robię postępy w rzuceniu palenia. Może uda mi się rzucić przez osiemnastką, wiem, brzmi w chuj paradoksalnie...

środa, 12 grudnia 2012

Kolęda zjebana

Nigdy nie lubiłem kolęd. Wizyty wstrętnego i obleśnego księdza, który każe całować posążek człowieka lezącego na dwóch prostych prostopadłych i moczy Ciebie, a także meble i sufit podejrzaną wodą nieznanego pochodzenia. Oczywiście było lepiej niż rok temu. Była to wizyta blondaska, dosyć młody przedstawiciel kleru, w okularach i o idiotycznym wyrazie twarzy osoby, która codziennie żywi się tylko margaryną. Tym razem pan był stosunkowo milszy, ale o równie tępawym spojrzeniu. Dźwięk dzwonków na klace schodowej to przekleństwo. Matka oczywiście nerwowa, najbardziej wierząca (chyba jedyna) w domu przemieszcza się z miejsca na miejsce i atakuje każdą przeszkodę napotkaną na swojej drodze. Ministranci wkurwiają mnie najbardziej. Rok temu takie dwa niskie bobaski zaczęły coś śpiewać, a żeby namalować obrazek na drzwiach jeden drugiemu musiał wejść na barana. Tym razem przyszli dosyć dziwne typy, oboje przyglądali się mojemu obkolczykowaniu. Ksiądz oczywiście musiał się mnie zapytać o moje dziury. Miło było usłyszeć, że jego rodzina (w przeciwieństwie do niego, ale to szczegół) także bardzo lubi piercing. Zdobył u mnie plusa.
Wydawało mi się, ze przez całe 15/20 minut ksiądz rozmawiał tylko i wyłącznie z moją matką. Czasem mój ojciec popisał się niezwykle "ciekawą" dygresją. Jestem mistrzem udawania. Tyle lat gram, że wierzę i dalej mi to wychodzi. Źle się z tym czuję, ale nie mam innej opcji, żyję nie pod swoim dachem. Właściwie nie jest to dach moich rodziców tylko podłoga alkoholika z góry, który zalewa nam kibel, kiedyś już o tym pisałem. Teraz tylko czekam na świąteczne wolne, jeden z niewielu plusów polskiego tradycjonalizmu. Właśnie za to ateiści kochają Kościół - za tyyyyyyyyyyyyyyyyle wolnego w ciągu roku.

-Jak tam z twoja wiarą w pana boga Szymonie?
-Bardzo dobrze}

Zapomniałem o jednym. Zostałem zmuszony przepisać kurwa zeszyt z religii, żeby ksiądz miał mi się gdzie podpisać. To  był impuls, który skłonił mnie do wyładowania frustracji tutaj.



niedziela, 9 grudnia 2012

Psychiczna Danka


Uczyłem się fizyki - horror. Właściwie robiłem sobie notatki, czyli przepisywałem to co mam w zeszycie (lub to czego nie zanotowałem) na kartki przy użyciu kolorowych mazaków. Moja pani z pewnością przygotowała sprawdzian bardzo od serca. Pierwszą lekcję zaczynam właśnie w ten sposób. Może poda łatwe pytania, ponieważ będzie po porannej dawce środków psychotropowych nieznanego pochodzenia. To jeden z najdziwniejszych nauczycieli z jakim przyszło mi się męczyć. Spojrzeniem potrafi zabić jak chmara jadowitych insektów.

Kończy mi się energia do życia. Dostałem pieniążki. Nie wiem na co je wydam. Część już przepierdoliłem na czipsy i papierosy. Potencjalne obiekty, które nabędę to plastry jakieś do wybielanie zębów, które zapewne chuja dadzą, dziara, perfum Diora, ubrania rzecz jasna no i masa innych rzeczy kłębiących się w zadupiach mojego materialistycznego umysłu.

Sram już świętami.


Sram tym, że dostrzegam coraz więcej kretynizmu wśród moich znajomych, co za tym idzie pogłębiam się w hipokryzji.

Ale powiedzmy sobie szczerze, można ubierać się w zajebiste ciuszki, przestać nosić wieśniackie szmaty, ale wieśniacki umysł zostaje 4ever.

czwartek, 6 grudnia 2012

Ucho


Moje ucho wraca do normalności. Zostałem zmuszony wyjąć tunel, bo troszeczkę za mocno ponaginałem sobie ucho. Stąd kurewsko boląca opuchlizna. Czekam aż mój płatek stojący pod kątem 90 stopni opadnie i dziura się skurczy. Wybrałem sobie ekstremalną i niebezpieczną pasję, uszczęśliwiają mnie moje naciągnięte uszy.

Nic mi się nie chce. Dzisiaj jest zły dzień. Zgubiłem fragment mojej słuchawki dousznej, bardzo źle. Nawet dzisiejszy alkohol nie sprawił min radości. Obawiam się, że już nigdy mi nie sprawi....

środa, 5 grudnia 2012

Mikołaj to ciula

Nie mam czasu nic pisać. To ciężkie zebrać swoje myśli tutaj, zwłaszcza, że moje nie mają żadnej konkretnej formy, która jakoś by wyglądała na terenie pozamózgowym.  Postanowiłem więc, że będę zwracać uwagę na rzeczy nieistotne, których zwykli ludzie zagubieni w materialnym świecie XXI wieku nie dostrzegają. W większości myślą o ładnych ubraniach tudzież wielkości penisa potencjalnego partnera, a majestatycznych rzeczy, takich jak misterne oszronienie puszki piwa pozostają niezauważone. Moja babka z angielskiego dziś mówiła, że wychodząc z OBI zwróciła uwagę na wartość duchową śniegu na choinkach. Była do dla niej swego rodzaju chwila ekstazy. Ucieszyłem się, że są na tym świecie ludzie patrzący na ten świat "po mojemu", ale jednak wolę patrzeć na browary, a ściślej to pić je.


Tunel w drugim uchu także został naciągnięty do jednego centymetra. Mam wielką ochotę na więcej, ale wiem, że nie warto się śpieszyć. Po wczorajszym stretchingu długopisem mam troszkę obolałe uszko, cóż, dam radę.

Mikołajki zawsze mnie wkurwiały. To pewnie uraz z dzieciństwa, bo wtedy jakiś cwel (do dziś nie jestem pewien kim on był) wtargnął do mojego domu w czerwonym stroju i brodzie. Bałem się. Śmierdziało mu strasznie z mordy i miał nieprzeciętnie brzydką twarz. Pamiętam też, że pewnego razu babcia zabrała mnie na jakieś przedstawienie. Na końcu gość przebrany oczywiście za Mikołaja robił sobie z dziećmi zdjęcia. Oczywiście nie chciałem tam iść, ale jakaś babcia mnie tam wepchnęła. Siedziałem obcemu facetowi na kolanach. Właściwie to na jednym kolanie, bo żeby szybko "przelecieć" wszystkie dzieci brał po jednym na nogę To było traumatyczne doświadczenie. Nie był to mężczyzna gruby, twarz na szczęście prawie w całości pokrywała sztuczna broda. Jest to jedyna zaleta taniego produkowania sztucznych bród przez Chińczyków. Człowiek ten był bardzo niemiły, wredny wręcz. Traktował dzieci jak śmieci. Pewnie dużo mu zapłacili za te przebieranki. A jak zrekompensowano i straty moralne i cierpienie psychiczne wyrządzone przez tego oszołoma? Dostałem worek chujowych cukierków.





Dzisiaj słucham tylko komercji, taka pora.

wtorek, 20 listopada 2012

Krwotok z nosa

Nie sypiam zbyt dobrze nocą. Wolę spać za dnia, bezpośrednio po powrocie ze szkoły i zjedzeniu  obiadu. Z tym dniem przesadziłem, jak wszystko co na talerzu znajdzie się w moim żołądku robi się ciemno. Nigdy nie lubiłem zasypiać. Jako dziecko bałem się patrzeć podczas nocy w okno. W każdej chwili kosmici mogli wylądować na moim parapecie i odebrać już cnotę. Lata mijały, a ja dalej bałem się kosmitów, ale o cnotę już nie. Konieczność palenia w oknie uwolniła mnie od lęku przed ufoludkami. Chyba nie tak przebiega ta historia, ale ogólny sens został zachowany. W czasie gdy  wszyscy inni oddają się w objęcia Morfeusza, ja wykonuję rzeczy pożyteczne. Na przykład piszę bloga, albo palę papierosy. Kiedy palę, popiół spada na ogródek mojej sąsiadki i użyźnia glebę oraz pranie lokatorów, którzy kurwa ubrania  pościel wystawiają przez okno. Kto to widział. Nocą mam zawsze niebotyczne pokłady dziwnych myśli, których nie rozumiem, ale wydają się być tak bardzo zajebiste, że muszę je publikować.

Chwilę temu przeżyłem mini krwotok z nosa. Bez obaw, jestem niezniszczalny. Całkiem przyjemne uczucie.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Raz kocham, raz nienawidzę




Jest jedna rzecz, przez którą mam mieszane uczucia. Odchodzi mi ochota na palenie papierosów. Nie wiem czy się cieszyć, czy płakać. Wyszłoby mi to na zdrowie. Straciłem już tyle pięknych swetrów przez ciągle drożejące L&M light, więc podreperowałbym zawartość mojej szafy, oblepionej wieśniackimi naklejkami przez mojego młodszego brata. Z drugiej strony, bez papierosa mi nie do twarzy. Smród z fajek i nadmiar lakieru do włosów to moje dwa firmowe zapachy, tworzące unikalną więź na moich włosach i ubraniach. Nie pozbędę się tego. Jeśli jakimś cudem tytoń przestanie mi smakować, skonstruuję maszynę, która sama spala papierosy. Będę odprawiać rytualne tańce wokół dymu i w ten sposób mój ulubiony zapach nadal nim będzie. Chociaż czasem, szczególnie nocą dym po prostu powoduje u mnie wymioty. To jest toksyczna miłość.



Ostatnimi czasy zbieram bardzo dobre stopnie w szkole, nawet za dobre, jak na mnie. Okres kujoństwa mam już za sobą i bardzo się z tego ciesze, bowiem było to przykre przeżycie. Gimnazjum wspominam niemile, liceum też tak będę wspominać. Nie rozczulam się sentymentalnie nad pierdołami. Po maturce, którą może napiszę dobrze wypierdalam stąd, jak najdalej. Nie wspominam nawet ludzi z przeszłości, może dlatego, że nie mam co wspominać. Nie mam nic pozytywnego do przypomnienia sobie o ludziach, którzy kiedyś coś znaczyli w moim życiu cioty. Jedyne do czego wracam i będę wracać to muzyka i teksty z dawnych lat i moje własne, przelane na papier tudzież sieć internetową myśli.

Dalej jestem nabuzowany. Ludzie wciąż mnie denerwują, ale już na inny sposób. To głupie, bo nie potrafię sprecyzować czy kogoś lubię, czy zadaję się z nim z bliżej niewyjaśnionych przyczyn, takich jak spontaniczność, samotność, potrzeba zapalenia papierosa czy chęć porozmawiania z kimś. Nawet jeśli ten ktoś znacznie odbiega od mojego (nie oszukujmy się) niezłego poziomu intelektualnego. Rozmowy z takimi osobami są komiczne. Z biegiem czasu odbiegać zaczęli wszyscy. Kiedyś to była mimowolna izolacja od społeczeństwa, teraz to eksperyment. Nie do końca trafnie to określiłem, ale nie chcę mieć głębokich relacji z ludźmi, stwierdziłem, że jest mi to niepotrzebne i przeszkadza. Bez odpowiedzialności, że należy wykonać coś dla jakiejś pierdolonej przyjaciółki jest dużo lepiej. Z ludźmi dobrze się tylko pije alkohol i zażywa substancje halucynogenne, nic poza tym. Zdanie oczywiście zmienię za jakiś czas, bo w tej płaszczyźnie jestem bardzo niestabilny. Mam taki okres, wiecznego podkurwienia i wyimaginowanej desperacji.





czwartek, 15 listopada 2012

Równanie gazu doskonałego



Mam dość ludzkości. Mam ochotę zamknąć się w szczelny inkubatorze, odizolowanym od społeczeństwa. Zabrałbym ze sobą wartościowe osoby, z którymi mógłbym rozmawiać na takie tematy jak literatura, sex, filozofia, mięsna sukienka Lady Gagi i globalne ocieplenie. Chciałbym, aby ów inkubator unosił się nad lądami, bym mógł obserwować świat. Chcę zwiedzić świat. Czuję takie cholerne potrzeby, wymagające sporych pokładów hajsu. Brazylia, ponoć jest tam świetnie. Ludzie nie są bogaci, a bawią się i cieszą życiem. Polska to bardzo dziwny kraj. Ludzie mają zacietrzewiony w umysłach pewien schemat myślowy już od momentu narodzin. To przykre. Smuci mnie też fakt, że uważam się za lepszą jednostkę, ale w nieco innym kontekście niż generalnie ludzie się uważają za lepszych. Nie chodzi tu o pieniądze, urodę ani zdolności. Chodzi o mózg, a właściwie umiejętność posługiwania się nim. Staję się megalomanem, pomocy...

Czas się uczyć fizyki. Moja nauczycielka tego przedmiotu nie jest wybitnie zła, jest dziwna. Podobno była w psychiatryku. Często na długo wychodzi w czasie lekcji i zjawia się z zupełnie innym usposobieniem do świata. Zupełnie tak, jakby w jej ciało (jak na swój wiek ma niezłe nogi...................... tylko nogi) weszła inna osobowość, niekoniecznie lepsza. Możliwe, że w swoim składziku zażywa substancje psychotropowe. Nie wiem. W każdym bądź razie nie należy do grona moich ulubionych belfrów.



W tej piosence jestem zakochany, czaruje mnie.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Smród tanich perfum

Ostatnio jestem bardzo obojętny na świat zewnętrzny. Zbyt obojętny. Zamknąłem się w otoczce zmęczenia i spoconych ubrań i żyję sobie w niej swobodnie. Nie stać mnie na perfumy. Wolę śmierdzieć potem niż psikać się czymś za dwadzieścia złotych, a Dior przecież kosztuje. To moja dewiza życiowa, wymyśliłem ją właśnie teraz. Ma jakiś głębszy sens. Źle bym się czuł, nosząc na sobie woń dostępną za małe pieniądze. Co jak co, kupuje ubrania w lumpie, ale nic nie zastąpi zapachu drogich perfum.

Moja mama doskonale wie, jak odbierać mi chęci do życia. Wróciłem późno ze szkoły, jak to w cudowne poniedziałki. Bardzo desperacko zrzuciłem z siebie torbę, rurki i kalesony, które ubrałem niepotrzebnie. Było mi bowiem za ciepło. W Internecie czekała na mnie bardzo dobra wiadomość - Lana Del Rey wystąpi w Polsce 2 czerwca 2013. Jedna z normalniejszych lasek robiących karierę, w dodatku jej głos przenosi mnie do świata gdzie nie ma istot żywych. Jestem tylko ja i moje chore myśli, płynące wraz z nurtem Summertime Sadness. Otóż mój wujek ma wesele 1 czerwca. To już tradycja, że wszystkie moje miłe momenty kończą się kurwicą. Dołożę wszelkich starań, aby tam być. Tym razem rodzinna impreza, na której nawet się nie najebie, bo nie będę jeszcze pełnoletni mi nie przeszkodzi. Druga sprawa to kościół. Nie wejdę tam. Prędzej wyrośnie mi kloaka na czole. 

Nauczyciele działają mi coraz bardziej na nerwy. Im dłużej trwa ten marny proces edukacji mojej osoby, tym więcej ubytków w ich inteligencji dostrzegam. To samo dotyczy się moich znajomych. Lubię niektórych, ale czasem dochodzę do wniosku, że wszyscy to debile. Wtedy odkrywam nową przestrzeń, świat, gdzie tylko ja myślę, a reszta egzystuje w sposób bardzo podobny do stułbi. Ah ta megalomania.

Gdzieś ostatnio ktoś przypomniał mi o starym przysłowiu kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada". Jadąc autobusem pozwoliłem sobie zmienić trochę sens tego przysłowia, ale nie chciałem go zbyt zmieniać. Wyszło "kto pod kim dołki kopie powinien używać koparki". Bardzo pasuje do mojego stosunku behawioralnego wobec ludzkości.



czwartek, 8 listopada 2012

Smoke weed


Psychicznie jestem stopioną margaryną, potrzebuję więcej zieleni w swoim życiu.

piątek, 2 listopada 2012

Matryca

Mój laptop to istny wrak komputeryzacji. Matryca pękła chyba w kilku milionach miejsc. Podpiąłem pod niego monitor, który nagle przestał działać. Na szczęście Szymek poczytał w sieci o skrótach klawiszowych (chyba tak to się nazywa) i wszystko jest OK. To była dla mnie wielka duma, że naprawiłem coś sam. Klikłem tylko jednocześnie na dwa guziczki, niby nic takiego, ale dla mnie to wielki wyczyn. Sprawiłem, że coś ożyło. Czuję się matką.

Ostatnio napadła mnie nagła złość na świat. Ciągle się ze wszystkimi kłócę i nie widzę sensu w swojej dalszej egzystencji. Nie wiem co mi odpierdala. Być może to brak miłych przeżyć od 6 sierpnia 2012r, kiedy to miałem urodziny i zostałem delikatnie mówiąc zrobiony w chuja przez najważniejszą dla mnie osobę. Co mi to dało? Na pewno wzbogaciło coś, co mądrzy ludzie nazywają bagażem doświadczeń. Utrata bliskich powoduje, że dojrzewamy. Chodzi o jakąkolwiek utratę. Chodzi o stan, gdy ktoś mówi ci "nara, znudziłeś mi się, mam cię w dupie, zdradzę cie z brzydkim ciulem pracującym w sieciówce", ale chodzi też o stan gdy ktoś idzie spać i nie chce już wstawać. Co mogłem zrobić. Mogłem zostać Amy Winehouse, ale nie miałem kasy na narkotyki i alkohol. Miałem, ale wcześniej wydałem na ubrania i to chyba mnie uratowało, to i moja kontrolująca mnie rodzina. Stłumiłem w sobie cierpienie, spiąłem pośladki i dalej szedłem po równi pochyłej.  Przyznam, że balansowanie pomiędzy skrajnościami wychodzi mi nieźle, nie upadłem jeszcze, ale miałem wiele zachwiań (emocjonalnych).

Jestem zbyt skomplikowanym człowiekiem, ale uszczęśliwiają mnie rzeczy proste i niewielkie, takie jak na przykład piwko, winko, papieroski, dziesięć złotych, sweterek z H&M tudzież lumpa, farba do włosów. Takie słodkie. Mam fazę żeby przefarbować się na czarno. Mierzmy chęci na zamiary. Codziennie mam jakieś nowe, artystyczne wizje na temat tego, co może znaleźć się na mojej głowie.

Nie wiem. Jest jakoś powszechnie do dupy wszystko.

poniedziałek, 29 października 2012

12 potraw

Świąteczny nastrój, co kurwa? Jeśli zimna papa lecąca  prosto na ryj jest świątecznym nastrojem, to ja dziękuję za takie święta. Nigdy mi się nie podobała ta cała wigilijna szopka. Nigdy nie widziałem jakiejś swoistej magii w strojeniu  całą rodziną choinki, może dlatego, że moja mama zawsze kupowała gotowe sztuczne drzewka z gotowymi ornamentami, trwale przytwierdzonymi do drucianych gałązek. Poza tym te naturalne zostawiają pod sobą straszny syf. Druga sprawa to ta kolacja. Tego typu żarcie nigdy mi nie smakowało. W takie święto, niby radosne bo Jezu urodził się metodą in vitro, powinna stać na stole wódka, to przede wszystkim. A na wielu świątecznych stołach brakuje takich płynów. Nie lubię ryb, nigdy nie lubiłem. Nie chodzi o to, że źle się odżywiam, chociaż ostatnio moja dieta składa się ze śmieciowego jedzenia. To syndrom Britney Spears, nawet myślałem o zgoleniu głowy na łyso, jako sprzeciw wobec ludzi warunkujących moją swobodną egzystencję. Moim skromnym zdaniem, wigilijna kolacja powinna składać się z potraw przyjemnych dla oka, nosa, otworu gębowego i zwieraczy. Najlepiej jakieś fryteczki, kotlecik, no jakieś dobre mięsko generalnie. Zawsze śmieszyli mnie katolicy. Niby wielka asceza, nie jedzą szynki i innych tego typu produktów w piątek, a w jeden dzień są w stanie nawpierdalać się dwunastoma potrawami, które mnie osobiście nie podchodzą. Oczywiście wiele z tych rzeczy się marnuje i zostaje wyrzuconych na śmietnik (jak na przykład głowa karpia). To są święta idealne, ale jest to moja prywatna, ateistyczna wizja. Zakorzenił się w mojej pamięci ten okres, jako okres wyjątkowy w roku, więc tak też go mam zamiar pędzać. Żadnych niebiańskich rytualnych pieśni. Będę robić to co zwykle, pójdę na piwko i spędzę większość czasu zastanawiając się nad sensem świata.

Po przeczytaniu książki SEX, zastanawiam się, jak to jest mieć cipkę. Może to głupie, ale nie wierzę, że ludzie nie myślą o tym, jak wyglądałoby ich życie z czymś co ma płeć przeciwna. Jak to pachnie, jak się tym masturbować, jak tym szczać, jak to pielęgnować i dbać o tego higienę. Jest to kolejna myśl, która może trochę uwłacza godności i kompetencją, ale na pewno ona funkcjonuje.

Znowu się nie uczyłem. Przespałem większość czasu, gdy na dworze było jeszcze jasno. Mam jednego papierosa, noc będzie krótka.

sobota, 27 października 2012

Aż 50 groszy!

Gdy jest mi źle wracam tu. Ten blog to dla mnie azyl ukojenia. Jest to mój jedyny prawdziwy przyjaciel. Nie jest idealny. On także nie da ci odpowiedzi, nie wykaże żadnej reakcji na twoje lamentacje, nie poczujesz jego ciepła i fizycznego i tego działającego na zasadzie telepatii. Jednak on przyjmie każdą dawkę twojego jazgotu do siebie. Nie będzie oponować. Możesz narzekać i pluć ile wlezie. To jest to co sprawia, że kocham te fuche. Jest to chyba jedyna rzecz, którą dobrze robię.Wprawdzie gałki oczne mojej polonistki wykonałyby niesamowite akrobacje, salta w tył i szpagaty po przeczytaniu tego co tutaj zamieszczam, jednak sam lubię czytać to co stworzę, ale dopiero po pewnym czasie. Jakiś mój czytelnik chyba także to lubi. Ci, którzy znaleźli się tutaj zupełnie przypadkowo (mam nadzieję, że tacy ludzie istnieją) muszą być bardzo dziwnymi osobami, ale tylko jeśli tu wrócili. Coś z wami jest nie tak i to czyni was gatunkiem ludzi takich jak ja, ludzi popierdolonych. Przeszkadza mi jedynie to, że tak dużo przeklinam i piszę o używkach, ale nie mam 40 lat żeby pisać życiowo i z sensem. Poza tym, ja nie myślę o tym co piszę. Czuję się na siłach, odpalam bloggera i wale wszystko.

Wkurwiają mnie te nonszalanckie pizdy robiące z siebie moich wielkich przyjaciół, które nie potrafią się do mnie odezwać od tak, ale gdy chcą pożyczyć kasę, dowiedzieć się skąd znasz pana Y i panią X albo są w  WIELKIM ZAŁAMANIU PSYCHICZNYM PRZEZ PARTNERA i odzywają się po dłuższej przerwie twierdząc, że nie było czasu, wtedy już "muszę" być do dyspozycji. I co ja mam w takiej sytuacji zrobić? Czuję się niezręcznie, bo nie wiem czy ja sam nie mam aroganckiego stosunku do bliskich. Może po prostu mi się wydaje, że jestem dla kogoś bliski...

Im mniej czasu spędzam ze społeczeństwem i im mniej alkoholu krąży w mojej krwi dostrzegam coraz to więcej wad moich rówieśników, ich wrodzonej głupoty i pozerstwa. Byłem tu na imprezie, a ja byłem tu, a ja dupczyłem się z tym i tą, a ja piłem to a ty nie piłeś, a ja mam kutasa na 7 metrów a ja cipę na 5 GB. Tak wygląda ukryta treść większości postów moich znajomych na Facebooku. Nie wiem czy ja też dodaję coś w tym stylu, staram się tego unikać, ale kiedy spędza się dobrze czas to nie myślę o tym. Dopiero gdy się wkurwię uruchamiam czerwoną lampkę i patrzę innym okiem na ten rój pedalstwa. Denerwuję się z różnych powodów, generalnie z braku papierosów. Czasem jednak ubzduram sobie, że coś zrobię i gdy mi to nie wychodzi to jest to największy rodzaj wkurwienia. Pocisz się, masz sucho w jamie ustnej, zapominasz na jakim żyjesz globie, bo chcesz zrobić jakąś prymitywną rzecz. Chcesz doszyć złote guziki do koszuli w kolorze khaki, a gdy już je doszyjesz, zauważasz, że białe nitki odstają i są chujowo wszyte w materiał i cały efekt jest chujowy. Dodatkowo żałujesz, że z koszuli zrobiłeś kamizelkę i krzywo uciąłeś rękawy. Tak, to jest to wkurwienie. Potem zdajesz sobie sprawę, że nie masz papierosów i następuje kolejna faza wkurwa. Potem widzisz posta dodanego przez wieśniaka noszącego brzydkie ubrania, tak, nienawidzisz go. Dostrzegasz, jak świetnie się bawi w doborowym towarzystwie, które chciałbyś poznać, ale nie możesz, bo matka nie daje ci na pociąg. Masz wówczas do czynienia z trzecią falą. Ten stan ciągle się potęguje. Ten ból umysłu może uśmierzyć jedynie porcja nikotyny, wielkość dawki zależy oczywiście od fali, w której obecnie się znajdujesz. Możesz także wypić wykwintnego drinka w aluminiowym pojemniku, delikatnie oszronionym. Jest nim piwko.

Załóżmy, że wciągu jednego dnia, od rana liczba moich wkurwień wynosi średnio 10. Papierosów w standardowej paczce jest 20. Palę statystycznie pół ramy dziennie. Najczęściej kupuję papierosy nie przekraczające 11PLN. Matematycznie, 10/20 daje 0,5. Jedno moje wkurwienie kosztuje mnie 50 groszy. To chore, że trzeba płacić za ludzką naturę, za to, że nasza psychika nie jest w stanie odbić pewnych bodźców z zewnątrz. To nie dotyczy tylko mnie, ten mechanizm dotyczy nas - palaczy. Rzucając nałóg oszczędzasz, ale narażasz swoje wnętrze na uszczerbki. To jest nienormalne i ja się na to nie zgadzam.

Z innej beczki -  od pewnego czasu odżywiam się głównie płatkami z mlekiem. Fajne kuleczki, z czego niektóre są oblane pyszną białą czekoladą. Nie wiem jak długo dzięki temu przeżyję, tym bardziej że wraz z naprawą komputera (ah ta taśma klejąca) wróciło moje uczucie do wszelkiego rodzaju kawy w dużych ilościach i zamiłowanie do nieprzespanych nocy. Jedno pociąga za sobą drugie i do tego te płatki. Już to widzę. Będę się katować, moje oczy będą błagać o zamknięcie ich, ale ja będę mówić twardo, nie! Teraz będzie to problemem, bo świtać zaczyna nieco później, niż pamiętam to ja. Kiedy zwykłem obserwować noc w oknie, kończyła się ona w okolicach czwartej, teraz jest inaczej, bo wstając o szóstej do szkoły jest jeszcze ciemno.

Czasem nie chce mi się wierzyć, że mam jeszcze naście lat. Nie wiem czy się cieszyć, że zmierzam ku końcowi okresu nastek. Czasem wydaje mi się, że mam 5 lat, a czasem ze 65. To wina trudnego okresu licealnego czy mam zaburzenia osobowości?

SEX

Po roku (albo dwóch latach) znowu w Internecie znalazłem SEX BOOKa Madonny w ładnym przekładzie na język polski. Wszystkie porno zdjątka i fikuśna czcionka zachowana w oryginale. Cyberkarteczki przewracane za pomocą myszki, ale wkurwiało mnie to, więc używałem strzałek na klawiaturze. I pomyśleć, że kiedyś pisanie erotycznych historyjek przez jedną z moich ulubionych popowych piosenkarek, obecnie wydającej same szity kogo szokowało. Ja czytałem to z najszczerszym uśmiechem ostatnich miesięcy. Żałuję, że nie miałem siedemnastu lat w 90's, wtedy poznawanie historii pani Dity sprawiłoby mi dużo więcej frajdy, bo to były czasy ciężkie. Listy do Johna najciekawsze. Podziwiałem kunszt pozakręcanych literek i jednocześnie próbowałem rozczytać nachodzące na siebie słowa na kolorowych karteczkach z notesu prostytutki. Nie sądziłem, że Dita przestanie się z nim spotykać, po tym jak zobaczyła Bena robiącego mu loda. Sama lizała cipkę swojej przyjaciółeczce. Bardzo się przejmowała, gdy ta nie miała ochoty na sex, prawdziwa przyjaźń. Przedstawienie seksu bardzo realistyczne, nie chce mi się wierzyć, że wszystko co jest zawarte w tej księdze jest wytworem wyobraźni. Chociaż w sumie sex dojrzałej kobiety z nastolatkiem, u którego łoniaki są ledwo widoczne jest bardzo kontrowersyjne, nawet dzisiaj. Polecam każdemu, kto chce się pośmiać, bo są tam super komiczne teksty. Dwie kobiety dupczące się na plaży... dopiero gdy obie osiągnęły orgazm jedna z nich zapytała "więc jak masz na imię?". Mam nadzieję, że moja pani z angielskiego z kątem widzenia 360 stopni nauczy mnie tak języka, że kiedyś przeczytam owe cacko w oryginale, może nawet i w postaci fizycznej, z seksowną żelazną okładką.

Zobaczyłem śnieg na dworze. Nie był to uroczy, biały puch z niebios. Była to biała sraka zmieszana z moczem napierdalająca ci na twarz. Pogoda nie sprzyja nastrojowi. Mój kręgosłup także nie bawi się dzisiaj zbyt dobrze, a płuca mogą się cieszyć dniem, w którym ich zacne pęcherzyki zaatakowały tylko dwa papierosy.


czwartek, 25 października 2012

Nauczyciele fakof

Szkoła wkurwia mnie coraz bardziej. Nie chodzi tylko o wszechobecne ławice bezmózgiego planktonu (to nie są moi rówieśnicy, to plankton, nie mam rówieśników), ale o całokształt tworu jakim jest. To zło wcielone. Uczysz się, zakuwasz, plamisz książki na zmianę kawą albo piwem, a i tak dostajesz ocenę na jaką nie zasługujesz. Moja była nauczycielka z matematyki to chyba jedyna moja nauczycielka, o której można powiedzieć wiele ciekawych rzeczy, niekoniecznie pozytywnych, ale zabawnych. Po prostu była troszeczkę świrnięta, żeby nie powiedzieć, że pierdolnięta. Była git. Wszyscy się z niej śmiali, tak jak i śmieją się ze mnie, więc łączą nas jakieś wspólne więzy, ale tylko pod tym względem, na szczęście. Po pierwsze, jej styl życia był straszny, można nawet powiedzieć, że paranoidalny. Nie nauczyła mnie matematyki. Chyba nie była wybitnie złą nauczycielką, ale nie potrafiła mnie zmobilizować do nauki. Stworzyła unikalną, komiczną postać, która będzie kręcić się po moich wspomnieniach przez bardzo długi czas. Jej spojrzenie, dziwna narośl na czole, dwie różne skarpetki, pociągnięcia wnętrznościami nosa średnio co pięć minut, cała ona. Z drugiej strony to bardzo wartościowa i porządna kobieta, bardzo sympatyczna. Nic nie jest w stanie przebić historii, które opowiadała. O łunie światła, która pojawiła się wokół jej biustu (niegdyś jędrnego) gdy zdjęła bluzkę, na obozie... Tak... W ten sposób chciała nam przedstawić coś związanego z fizyką, nie wyszło jej. I tej głos............... TEN JEJ GŁOS!!!! Niezwykle męski i zadrapany, zupełnie jakby była wokalistką kapeli death metalowej. Będzie budził we mnie grozę aż po kres mojej egzystencji. Historia z II wojny światowej, o dzieciach podpierdalających kredę w szkole i skrobiących pazurami tynk ze ściany, aby uzupełnić niedobór niezbędnych do życia składników odżywczych to też ciekawostka, którą mi przekazała. Taki tak suplement diety. Komizm tej historii polega na porównaniu tych dzieci do kolesia z mojej ex klasy, który właśnie jadł kredę. Nie był raczej głodny, był gruby, głupi, spocony i śmierdzący i chciał się popisać. Ostatnio ta nauczycielka mi się śniła. Nawrzeszczała na mnie, bo na jakimś spektaklu w teatrze głośno kierowałem wulgarne słowa w kierunku innych osób, opieprzyła mnie i chyba kazała wyjść albo stanąć w kącie, już nie pamiętam. W każdym bądź razie o nauczycielach mógłbym napisać niezwykłą serię powieści science-fiction, takie sajensfikszyn, które miało miejsce w świecie rzeczywistym, to jest coś. Ich nadludzkie umiejętności, to coś rodem ze szkoły niezwykłych talentów profesora Xaviera.

Film Agnieszki Holland "W Ciemności", na pójście którego moja zajebista szkoła mnie kurwa zmusiła (i kazali mi zapłacić za to 8 PLN) zrobił na mnie o dziwo pozytywne wrażenie. Nie żałuję. W sumie dzisiaj rano stwierdziłem, że nie ma sensu tam iść. Pomyślałem "powiem komuś żeby powiedział babce sprawdzającej obecność, że poszedłem do toalety". Jednak czytałem, że córka reżyserki jest lesbijką, a ja kocham lesby, więc skoro potomstwo szanownej pani Agi to sami swoi, powiedziałem "czemu nie!". Temat wojny i Żydów trochę oklepany. Nie było tam nic budującego jakieś ważne współcześnie wartości, takie jak potępienie jebanego antysemityzmu, którego nienawidzę, podobnie jak innych izmów i fobii. Było za to dużo obyczajowości, rzeczy takie jak dupczenie się, porody, strzelanie, wątki miłosne. Pomoc bliźniemu też była, chociaż nie do końca bezinteresowna. Główny bohater, jak to zwykle w filmach bywa, doznaje nagłego katharsis i zmienia się w krystalicznego aniołka, pacyfistycznie nastawionego do istnień żywych (troche przesadziłem). Życie Żydów w kanałach i pomagający im Polak ze Lwowa, ryzykujący zagrożeniem dla siebie i swojej rodziny, naprawdę bardzo interesujące, ale nie wstrząsnęło mną wybitnie, ale film świetny.

Nie mam obecnie na nic energii, wyczerpały mi się akumulatory. Brak kasy na autobus i podróż do domu na własnych nogach. Posłucham trochę muzyki, głownie mojej kochanej Courtney Love, potem pójdę spać.

poniedziałek, 22 października 2012



"Spójrz jak owija nogami cały świat, nie może być tak, że ścieknie"

piątek, 19 października 2012

Owłosienie

Kolejny samotny piątek, spędzany z babcią jedzącą jabłko. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje. Może dlatego, że ostatnimi czasy nie stać mnie na alkohol i jestem dosyć agresywny, przez co giełdowcy odnotowali spadek moich pseudoprzyjaciół na rynku. Ten stan długo nie potrwa! Nie... Zapomniałem, nie mam pieniędzy, więc asceza zawładnęła moim życiem. Jedyną rozrywkę zapewniają mi śmieszne przeróbki z Jezusem Chrystusem, bardzo cieszące oko oraz obserwacja ludzi na przystankach autobusowych. Mogę powiedzieć, że przyglądając się im brakuje mi tylko lektora Krystyny Czubównej. Jest to zajęcie głupie, ale wciągające i wychodzi mi lepiej niż palenie Marlboro co pół godziny, które są drogie i niezdrowe. Dziwnie, prostopadłe, zwierzęce ruchy starszej kobiety z wąsami, większymi niż te, które z dumą nosi moja nauczycielka informatyki. Nie zastanawiałem się, dlaczego ich nie goli, po prostu na nie patrzyłem, jak są rozmieszczone, jakie mają końcówki, jaki odcień przybierają w pełnym nasłonecznieniu. Zastanawiałem się czym kieruje się kobieta o tak jurnym owłosieniu twarzy. Być może dzięki nim czuje się atrakcyjniejsza, ale nie wyglądała na kogoś, kto ma się z kim ruchać, albo robić komu obiad. Raczej była wrogo nastawiona do społeczeństwa, często gapiła się na mnie bojowym spojrzeniem, toczyła pianę z pyska. Ciekawy okaz starszej pani wracającej z targu w godzinach porannych. Miała siatkę, gdzie niosła bardzo chrześcijańskie rzeczy, takie jak marchewka czy puszki z mięsem.

Rodzice po raz kolejny udowodnili, że spośród wszystkich skurwieli jakich spotkałem, to oni najlepiej psują mi humor. Trzy tygodnie w sanatorium... Obrazowe wizje związane z tym wyjazdem, które przewiduję w swojej głowie to coś w stylu mieszanki Picassa ze świeżo wysranym gównem guźca. Nie chce tam jechać. Pamiętam bardzo dobrze moje poprzednie sanatorium. Okno w moim pokoju i zardzewiały parapet od zewnątrz, na którym się opierałem paląc papierosy, które skończyły mi się w drugim dniu rehabilitacji. Ok pojadę tam, pokiwam się na wielkiej piłce, ale muszę mieć prawo wychodzenia na teren otwarty i dostęp do Internetu. Bez tego moja świadomość człowieka XXI wieku ulegnie natychmiastowej regresji i wrócę obolały, żałośnie wymachując swoimi członkami, gdzie wystąpił zanim mięśni, z ubytkiem istoty szarej w mózgu.

Doskwiera mi brak przynależności do elity, większej grupy ludzi, zwykle pozerów, z którymi spędza się czas  i spożywa się alkohol w lansiarskich miejscach.

Dość już tej dziecinady.



Ta ćpunka i ten teledysk zawładnęły moim sercem. I ten tekst tak prawdziwy, że zdziera zrogowaciały naskórek na piętach.

wtorek, 16 października 2012

Ostatnie piwo

Idziesz na wagary, pijesz, szczasz przed płotem, za którym stoi siedemdziesięcioletni koleś, śmiejesz się. Potem ilość myśli jest niezliczona jak gwiazdy. Wszystkie się świecą. Jest ich tak wiele, że nie można ich ogarnąć rozumem ani ich nazwać. To trochę śmieszne i patologiczne, że opisuję głównie błogi stan nietrzeźwości, ale tak od kilku tygodni wygląda moje życie, a na blogu pisze się o swoim życiu (można jeszcze udawać, że zna się na modzie).

Zaczęło się jak zwykle niewinnie. Skromne towarzystwo, skromnie z pieniędzmi, a wyposażenie ku memu zdziwieniu stale się powiększało. Jestem bardzo skromnym człowiekiem. Ostatnie piwo smakuje najgorzej. Właściwie, to wcale nie smakuje.Nie chodzi tu o świadomość, że skończyły się promile. To tak jakby pić myśli osoby z depresją i szeregiem prób samobójczych. Wchodzę do autobusu, pierdoli mnie to że mogę spotkać kogoś kto mnie nie lubi, nienawidzi, chce mnie zabić albo zgwałcić. Otacza mnie starszyzna zacnej wioski w której mieszkam, więc pomyślałem sobie, że stanę. I stałem. Byłem bardzo miły dla staruszki, co jej się parasol otworzył podczas jazdy i mi trochę poobijała ryj i przyodzienie. Wysiadam, koniec trasy. Dziwne uczucie wypełnienia. Nie widzisz ludzi wokół ciebie, nie oddziałuje na ciebie ich obecność w świecie rzeczywistym. Jesteś tylko Ty i przestrzeń, którą sam tworzysz.

To wygląda, jakbym jeździł na zajebiste melanże z ziołem własnej uprawy, ale tak nie jest. To tylko wpływ trzech browarów na moją psychikę.

Żeby nie wyjść na alkoholika, napiszę, co robiłem przed chwilą. Otóż uświadamiałem jakiemuś wieśniakowi, że tatuaże nie są "szpetnym śladem na całe życie, lepiej sobie zrobić kolczyk bo go zawsze wyjme". Słodkie to takie, proste jak penis księdza w gardle pierwszoklasisty. Nie wiem z jakiej racji tacy ludzie trwają, to kolejny dowód na to, że Bóg i inne tego typu obiekty nie istnieją."Teraz, gdy już nauczyliśmy się latać w powietrzu jak ptaki, pływać pod wodą jak ryby, brakuje nam tylko jednego: nauczyć się żyć na ziemi jak ludzie". Jest to jakiś tam mądry cytat Georgea Shawa. Pamiętam, że był wyświetlany na rzutniku, podczas rozpoczęcia roku w gimnazjum. Mój pierwszy dzień na tym etapie edukacji, najgorsze trzy lata w życiu i zmiana o 1415436547456454 stopni. Nie było źle, było niekolorowo. Mniejsza z tym. Moim zdaniem. brakuje nam mózgów. To mnie tak wkurwia, ta świadomość, że tacy ludzie, których układ nerwowy zatrzymał się na etapie stułbiopławów chodzą na świecie.

Poza tym ludzie przychodzą i odchodzą... Nie mam chyba nikogo kto by został na stałe. Nie wiem czy to przykre, nie jest nudno, ale stabilnie też nie jest, czyli w sumie nie jest chujowo.

poniedziałek, 15 października 2012

Komunikacja m(w)iejska

Moja klasa wreszcie pojechała na wycieczkę, wreszcie mogę sobie zrobić zasłużone wolne. Zastępczy human nie pociąga mnie na tyle, żeby zjawić się na lekcjach. Najmniej pociąga mnie jednak nauczyciel francuskiego z wąsami. On i jego odpychające obuwie, rodem z berlińskiego porno, to kwintesencja aseksualności. Spontaniczne wagary to coś co zdarza się u mnie niezwykle rzadko. Wysiadłem tradycyjnie na przystanku niedaleko sklepu, gdzie zawsze kupuje u miłej starszej pani papierosy na sztuki. Tym razem była jej wredniejsza zastępczyni, która nie dość, że nie sprzedaje piwa, to jeszcze nie zgodziła się na doniesienie ośmiu groszy za fajke, pizda. Usiadłem na ławce, godzina dziewiąta coś. Obserwuję społeczeństwo zwierzające w nieznanym kierunku. Jedni do pracy, inny do baru. Wnioski nasuwające się po wypaleniu jednej, starannie wyselekcjonowanej porcji tytoniu, owiniętej w bibułkę były jednogłośne. "Czas się gdzieś przejechać!" - jurne okrzyki w mojej głowie. 10:15. Autobus, który jedzie przez największe meliny mojego miasta, które jest zlepkiem melin. Jedna, wielka, chujowa aglomeracja melin. Ponad godzina drogi zadupiami nie zapłodniła nowych refleksji. Trochę poroniłem psychicznie, z nudów. Myślałem, że do mojej głowy przeniknie jakaś ciekawa myśl, a tu nic. Jedynie co do mnie przeniknęło. to smród od dziadka siedzącego obok mnie.

A oto przyszłość, miejmy nadzieję, że niedaleka...



Genialna Maria <3

piątek, 12 października 2012

Alter Ego Żula

Nie mam nic do roboty. W TV leci jakiś program, gdzie są Grycanki i mowa jest o masie serowej. Chyba boję się masy serowej. Jak dobrze, że jutro sobota. To piękny dzień. Nie tylko dlatego, że nie ma szkoły, ale można wykorzystać poranek inaczej. Po co marnować od tak wczesnej pory dzień na edukację, skoro można napić się szlachetnych trunków. W moim przypadku najszlachetniejszym trunkiem jest piwo kosztujące więcej niż 3 złote, w dodatku jest to te samo piwo za 1,79, które można nabyć w sklepie obok, ale tam jest taniej i mi nie sprzedają, a tam drożej i sprzedają. Sklep "Agatka" na Zebrzydowickiej, polecam. Tak wiele szczęścia, hermetycznie zamkniętego w aluminiowej puszeczce, wspaniale wyprofilowanej, w szczególnych przypadkach delikatnie oszronionej. Jest to pewnego rodzaju magia żuli. Tak. Niech moja żulska maniera picia browarów w miejscach bliżej nieokreślonych, takich jak zabudowa podstawówki będzie moim alter ego artystycznym, które sobie upodobałem i będzie ono funkcjonować przez najbliższe tygodnie, do czasu, aż skończę szkołę. Trochę dużo mi tych tygodni zostało. Pfff, co tam, potem będzie tylko gorzej. Zbliżająca się osiemnastka to nie będzie tylko dowód, legalne tatuaże i niepytanie się matki o wyjście po 21, ale też zmiana, którą sobie wyimaginuję i wprawię w życie. Plan zajebisty, trochę podkoloryzowany, możliwy do realizacji, ale oklepany. Będę nieprzeciętnie smutną osobą pełnoletnią za te kilka miesięcy. Nieprzeciętnie smutnym żulem, dobrze ubranym w mieszankę sieciówek i osiedlowego lumpa, z papierosem w ręku i kolczykiem w nosie. Wizja doskonała. Nie jest to zbyt profesjonalne wyobrażenie siebie w najbliższej przyszłości, dojrzałe i ambitne też nie jest, ale taka jest rzeczywistość. Jestem realistą. Nie będę Einsteinem, nie mam ku temu predyspozycji (czytaj: nie korzystam z nich). Jej teledyski przedstawiają życie idealne, amerykański sen. Mizianie się z grubym, wytatuowanym harlejowcem (prawie idealnie...) i pląsy w piasku. Picie Danielsa, za kasę twoich producentów i fajny pióropusz na ryju. Dużo alkoholu i papierosów, dużo zabawy i tanich efektów pirotechnicznych, do kupienia w Biedronce, albo gdzie indziej. Chciałbym się pokiwać na oponie, przytwierdzonej do czegoś, czego kadr nie ujął. Piękny obrazek, taki nierealny...

Jezus Chrystus

Mój laptop uległ spierdoleniu. Mianowicie zacinający się ekran osiągnął apogeum zacinania się, więc postanowiłem nim trochę potrząsnąć, nie skutkowało. Ułożywszy łokieć na mym zacnym sprzęcie pękła matryca! Tak oto, od tygodnia jestem sam, bez kontaktu ze światem. Przesiaduję wieczory u babci, słuchając jedynie muzyki na nie swoim komputerze, ledwo mając na fajki. Na szczęście jest coś takiego, jak Facebook w telefonie. Do ideału mu wiele brakuje, ale mogę śledzić poczynania moich ulubionych ateistycznych i antyklerykalnych fanpejdżów. Zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej to jakiś śmiech na sali, bardzo śmieszny i bardzo głośny.

Sępienie fajek jest przykre i trochę upokarzające, przynajmniej dla mnie. Jeden z trzech cwelskich cwaniaków, mniej więcej po 15-16 lat, których minąłem z papierosem podchodzi do mnie. Ja oczywiście pełna kultura, staję na uboczu i sobie dymię. Twarz miał nieprzeciętnie krzywą, trochę jak Jezus Chrystus na krzyżu u mnie w kościele, przynajmniej takiego go zapamiętałem, bo ostatnio byłem tam bardzo dawno temu. Brudnymi rękami wyciąga mi papierosa z paczki. Sądziłem, że poprosi o dwa, a ten wieśniak pyta się czy może zatrzymać zapałki. Mój wewnętrzny wybuch rozpaczy, której nie jestem w stanie przedstawić słowami spowodował, że oddaliłem się nieco w tereny leśne. Drugi frajer z tej samej ekipy podchodzi i chce drugiego szluga. Widzisz go, siedzisz na ławce, zaczynasz udawać, że rozmawiasz przez telefon, żeby tylko się odpierdolił i nic. I nie robiłem tego, bo szkoda mi fajek. Akurat byłem w posiadaniu prawie całej paczki, która obecnie jest półpaczką. Zrobiłem to, bo prostota wydostająca się z ich spojrzeń była rozbrajająca. Nie wiem jak można być tak nieprzeciętnym prostakiem, tak bezwstydnym (przynajmniej pod tym względem). Jedynie stan upojenia usprawiedliwiłby ich zachowanie, ale wyglądali na trzeźwych i o ubogich horyzontach.

Ten moment, gdy zdajesz sobie sprawę z ułomności umysłowej swoich rówieśników i mówisz sobie "nie, nie będę takim debilem jak oni" i postanawiasz być dziwakiem, to więcej niż tylko wspomnienie czegoś, co sobie wymyśliłem.

sobota, 6 października 2012

Porcelain omnomnomnom

Tak powinienem wchodzić do szkoły

Modna trzoda w XXI wieku

Poznajesz coraz więcej ludzi, pseudohipsterów z gimbazy i myślisz sobie, że fajnie. Mają jakieś modne ubrania i tunele, jarają się dziarami, ludzie tacy jak ty (prawie). Jarają, piją, nie mają cnoty. Potem myślisz sobie, kurde czemu jarasz, czemu pijesz, czemu nie masz cnoty, masz dopiero piętnaście lat. Następnie zdajesz sobie sprawę, że w ich wieku byłeś taki sam, że też chciałeś udowodnić coś komuś, kto był tam trochę wyżej w nieformalnej hierarchii nastolatków, bo był starszy i wiedział co i jak. Dodam, że gdy ja byłem w gimnazjum to nie było hipsterów. Po godzinie dochodzi do ciebie, jak bardzo człowiek się zmienia po wyjściu z gima. Dla mnie był to moment, gdy przestajesz namiętnie słuchać gównianej komercji, którą Viva zapoda i przerzucasz się na Pink Floydów, Bjork i Mansona. Żeby nie było, kiwam się czasem wraz z wielkim, silikonowym dupskiem Nicki Minaj, ale coraz rzadziej. U mnie tak było, teraz to się przyśpiesza i wychodzi spod kontroli. Wzmaga się ta pierdolona chęć bycia elitą, która się zajebiście ubiera i słucha alternatywnej muzy.  Po pięciu godzinach zastanawiasz się co stanie się z tobą za dwadzieścia lat. Co będzie gdy pomyślisz KURWA JESTEM JAKIMŚ ŻYWYM, PODZIURAWIONYM NA USZACH PŁÓTNEM, NA OBRAZKI, KTÓRYCH ZNACZENIA ZAPOMNIAŁEM, BO MIAŁEM OSIEMNAŚCIE LAT GDY JE SOBIE ZROBIŁEM. Zaczynasz zbyt intensywnie myśleć o przyszłości i wychodzisz na szluga. Przechodzi, ale szybko wraca.  Nie chce żeby tak było. Kiedyś ubierałem się jak wieśniak, w jakieś bluzy ze sklepu, który teraz omijam z obrzydzeniem. Kiedyś nawet nie myślałem, że w LO będę chodził w pedalskich rurkach i z okrągłym plastikiem w uszach. Teraz patrze na te zbiorowisko nijakich typów, okropnie bezpłciowych i mam siebie sprzed dwóch lat przed oczami. To nie tak, że gardzę ludźmi bez pewnych atrybutów XXI wieku, ale na swój chory sposób współczuję im, że są tacy bezbarwni, z drugiej strony jestem dla nich pełen podziwu, że nie są modni jak wszyscy. Społeczność można podzielić więc na ludzi modnych i wieśniaków, ale nie jest to wyznacznik tego, co ma się  głowie. Chociaż wyróżniający się wygląd zewnętrzny jest w pewnym stopniu odzwierciedleniem inteligencji.  Nie zawsze tak bywa, ale doświadczenia nauczyło mnie, że bardzo często ta zasada działa. Mimo wszystko, gdy widzę osoby udające, że znają się na modzie i noszące wszystko to, co mają ludzie na obrazkach z fanpejdżów na fejsie i lookbooka, ludzi szukających modowych inspiracji, to zalewa mnie krew.


piątek, 5 października 2012

Rączka?

Skrócone cztery lekcje bardzo dobrze na mnie zadziałały. Dwie godziny z z tym całym bydłem to zbawienny dar od dyrektora. Nie wiem z jakiej racji nauczyciele jadą na jakiś wyjazd rekreacyjny, ale mam nadzieje, że wrócą mniej wkurwiający niż zwykle. Po szkole szybki browar, to już chyba u mnie niebezpieczna tradycja. Wojak najlepiej smakuje wypity za blokiem, gdzie mieszkają głownie stare, zgrzybiałe osoby, a mijają cię dzieci z podstawówki, które właśnie skończyły lekcje. "Śmierdzisz jak rączka". To jedna z obelg jaką usłyszałem od tych młodych ludzi, którzy wzajemnie się nimi obrzucają. Ja nie wiem co to za pokolenie, sądziłem, że słowo kurwa nie jest im już obce.

Nabyłem nowy tunel z Barbary, czyli sklepu gdzie 60% rzeczy to kicz i większość klienteli to kobiety w podeszłym wieku. Nie wiem dlaczego swoje miejsce znalazł tam mały kącik, gdzie panie amatorki sprzedają akcesoria do piercingu, tak słabej jakości, że murzyńskie plemiona z rozepchanymi wargami skręcają się w swoich domostwach z gówien i liści baobabu. Pieszo do domu, jeszcze po piwku, drobne zachwiania równowagi, ale stabilnie. Spocony i śmierdzący wchodzę do domu trochę po dwunastej. Zrzuciłem z siebie rurki, koszule z lumpa i niewygodny płaszcz z Chin, na który czekałem miesiąc. Okazało się, że mój nowy nabytek jest większy od mojej zacnej dziurki. Przystąpiłem więc do rozpychania jej przypadkowo znalezionym długopisem. Weszło gładko, ale potem przez kilka godzin czułem denerwujące pulsowanie mojego płatka ucha.

Niby dzień mieszczący się w pewnych normach zwyczajności, ale coś mi nie gra. Biorytm znowu mi się przestawił. Kurwa mać. Początek roku szkolnego i potrzebę snu zacząłem odczuwać po 23, teraz sypiam po szkole, wstaję w okolicach 19 i nie śpię do trzeciej w nocy, albo i później. Potem się kładę. Poza tym wszystko się zmienia. Nie ma już dobrych pornosów w sieci, Viceroy'e zdrożały, a na twarzy coraz więcej niedoskonałości, do tego brak funduszy i osoby, z którą mogę pójść na kawę i ciastko, a nie tani alkohol.

środa, 3 października 2012

Złoty ząb

Tworzę w głowie fragmenty alternatywnych teledysków do bardzo smutnych i ponurych piosenek, które nigdy nie powstaną. To piękne uczucie. Czemu wszystko musi mi się jebać? Wyjątkowo nie mam na myśli spraw wewnętrznych, takich jak jakieś śmieszne relacje międzyludzkie, chodzi o mojego laptopa. Ekran trzyma się klawiatury tylko na jednym zawiasie, muszę go opierać o meble by uzyskać stabilizację. Na takim sprzęcie się nie da pracować, nie da się uczyć, nie da się pisać bloga i zobaczyć dobrego, branżowego filmu porno. Ciągle jakieś migoczące paseczki, wyglądające niczym misternie poruszające się ławice rybne w zasyfionej Zatoce Meksykańskiej.

Zazdrość znowu znalazła stałe miejsce w moim życiu, ale to nie to samo uczucie co jakiś miesiąc temu, nie jestem zazdrosny o kogoś, kto może jebać się w aucie (i tak też zrobił) z potencjalnym obiektem mojej zazdrości. Skacze mi tak zwany gul, gdy widzę kogoś, kto ma coś czego ja nie mam. Chodzi o bardzo specyficzne przymioty, których z różnych względów nie wymienię.

Chyba będę codziennie przez szkołą zapierdalać do Sephory rozpić się w perfumach Diora, bo na chwilę obecną każdy ułamek sekundy bez tego zapachu to dla mnie uczucie porównywalne do skomplikowanego zabiegu dentystycznego, na moich zniszczonych papierosami terytoriach oralnych. Jeśli już o ząbkach mowa, mam niezwykłą fazę na złoto w jamie ustnej. Dobrze jest mieć frięda, który jest dentystą i zrobi mi to za free, jeśli tylko wybiorę się w tereny Wielkopolski.



Moje moce na dzień dzisiejszy dobiegły końca. Właściwie to mamy już czwartek, okropność...

"Czy ma Pani może papierosa?"

"Nie nie mam". Jasne, że masz, tylko nie chcesz dać. Chamstwo ludzkie mnie przeraża. W tej samej chwili, czyli pod koniec osiemnastej każda zapytana o fajkę osoba stwierdziła, że ma ostatnią. To chyba jakiś rodzaj telepatii palaczy, bo mi także o tej porze kończą się szlugi.

Zakochałem się w perfumach Homme od Diora. Na początku są syntetyczne i wkurwiające, ale potem to czysta poezja, mój nadgarstek przeżył prawdziwy orgazm. Warto było pochodzić po perfumeriach, pomimo braku nieszczęsnych papierosów. Poza tym spotkałem moją polonistkę, którą bardzo lubię, chociaż można jej wiele zarzucić. Czyli poza tatuażem zbieram na perfumy, do kupienia najtaniej za dwie stówy, pięknie. Rzucenie papierosów wydaje się być najbardziej rozsądną i oszczędną opcją, właściwie jedyną, ale jest ona mało realna.



wtorek, 2 października 2012

pisofmi

"Twoje brzydkie przyjaciółeczki poznajdują sobie chłopaków, a ty zostaniesz sam jak kurwa palec, będziesz przesiadywał w McDonaldzie godzinami wpierdalając pikantne kurczakburgery." Tak będzie, tak będzie. Syndrom Britney Spears, tak to nazywam. Do całkowitej łysiny niewiele mi brakuje.



Swoją drogą Blackout to jej najlepsza płyta, bardzo dobry pop (że niby sie znam). Jeśli ktoś ma ochotę na psychiczną zabawę z tekstami rodem z burdelu dla zdeformowanych umysłowo to bardzo serdecznie polecam.

Piwo piękne jak 5 złotych

Odjebię się kiedyś jak na imprezę w stylu disco, zakupię browara powyżej 3 złotych (!!!) i wypiję go sobie w domu, najprawdopodobniej w kiblu. Parapetówy ze samym sobą to moja specjalizacja, mogę z tego napisać doktorat.



Zastanawiam się kto mnie jutro wkurwi.

Pety

Odkrywam muzykę końca lat 90 na nowo.



Wypalony ostatni papieros w oknie, w dodatku pada. Ciągle coś kapie na ryj i szluga. Pety na zadaszeniu nad wejściem do klatki schodowej tworzą bardzo majestatyczny obraz.

Osmoza

Niby moje włosy układają się dobrze, ale nie tak jak bym chciał. Podobne zjawisko trwa nieskończenie w mojej egzystencji. Kobieta od angielskiego strasznie przeżywa, że nikt na lekcji nie chce z nią złapać głębszych relacji, przykre to, ale jest słodka. Nic się wyjątkowego nie dzieje, zaczyna mnie nudzić to życie. Gdyby niebo istniało to bym się zabił. Bogu dzięki za coś takiego jak ateizm. Mając dwanaście czy tam trzynaście lat modliłem się o różne rzeczy, takie jak akceptacja, przyjaciele oraz żeby moja świętej pamięci prababcia dobrze się trzymała w raju. Wtedy też dużo myślałem o śmierci, zacząłem się z nią godzić i traktować jako coś co bankowo mnie i moich bliskich spotka w życiu. Pytanie tylko na co umrę, co mnie dorwie jako pierwsze, HIV czy gruźlica płuc... Potem sobie pomyślałem "Szymon, co ty kurwa robisz? Gadasz do dwóch złączonych na kształt przekątnych deltoidu ze sobą patyków, to nie jest normalne, to ci nie pomagało i nie pomoże, zrób coś sam". Poskutkowało. Mój umysł to nie Dom Dla Zmyślonych Przyjaciół Pani Foster, taki mam na ten temat pogląd.

Oglądanie komercyjnych ryjów w mojej szkole, i ogólnie w świecie mi nie służy. Zależy od sytuacji. Czasem dobrze jest się ponabijać z głupoty i prostactwa innych, jednak jest to bardziej przykre. Generalnie to kogo można nazwać prostakiem? Kogoś kto beka po obiedzie? Ja bekam i nie wstydzę się tego, w gronie dobrych znajomych czynię to notorycznie, w szczególności po paru łykach browara. To dobre dla zdrowia. Dla mnie jest to stan umysłu, czegoś niewidzialnego i niesłyszalnego. Dziwka chodząca w różowych stringach po ulicy może być obytą w świecie inteligentną dawczynią sztuki,... użytkowej.

Otaczają mnie debile i pozerzy, a potem ludzie mi zarzucają, że sam taki jestem. To działa jak osmoza.



"If I could start my life all over again,I would make the exact same choices that I've made”

poniedziałek, 1 października 2012

Kobieta z wąsem

Dlaczego nauczycielka od informatyki ma większe wąsy niż jej mąż? To jedno z wielu pytań, na które szkoła mi nie odpowie. Ciągle jakieś kartkówki, każdy pierdolony magister myśli, że jego przedmiot jest najważniejszy i ryje mi banie swoim "materiałem, który musi zrealizować". System szkolnictwa w Polsce jest śmieszne, dobrze, że podupada, może wtedy ktoś się kurwa obudzi. Mogłem iść do zawodówki, mogłem być fryzjerem, mogłem... Nie pomyślałem. Nie miałem wtedy ku temu predyspozycji i motywacji do lepszego życia. Po prostu byłem wieśniakiem. Nie wiem co pocznę po ukończeniu szkoły, nie wiem czy ją ukończę, ale biorę pod uwagę tę pierwszą, bardziej optymistyczną opcję. Grunt to myśleć kolorowo.

Reakcje ludzi odnośnie mojej nowej fryzury są żałosne. Gdybym był bogatym skurwysynem, którego Jan odwozi porszakiem ze szkoły nikt by mi nie powiedział, że wyglądam śmiesznie. Ludzie są jak zwierzęta, byle komuś dojebać żeby mieć swój kawałek gnijącej padliny.

Okej. Wyczuwam, że moja aktywność nocna na (o kurwa jeszcze nie ma wtorku) już się powoli kończy. Akcentem pożegnawczym niech będzie ta piosenka, która co pewien okres czasu chodzi mi po głowie ciągle, a potem pamięć i wiedza o niej znikają.


Skinny Little Bitch

Roztwór sercokształtnych dni już dawno się rozcieńczył. Nie czuje potrzeby bycia kochanym i kochania. To dobrze, mam więcej czasu dla siebie i nie muszę wydawać kasy na bilet żeby do kogoś jechać.

Jestem inteligentny i w miarę obyty w świecie i tak sobie myślę... kurwa zacznę czytać książki. Jakaś pojebana literatura psychopatów, czemu nie? Może dowiem się czegoś ciekawego i powiększę swoje horyzonty sięgające niestworzonych przez żadnego boga światów.

Koleś z PO to pozostałość po archaiku. Twierdząc,  że moja kamizelka z ćwiekami, które po najmniejszym kontakcie z innym ciałem fizycznym odpadają jest niebezpieczna, zmienił mój sposób patrzenia na nauczycieli. To takie niezręczne, nie patrzeć się profesorowi prosto w oczy i kontrolować niekontrolowane wybuchy śmiechu. Cóż, ciało pedagogiczne to najbrzydsze ciało jakie kiedykolwiek stąpało po ziemi.

Moja fascynacja zespołem Hole trwa nadal od jakiegoś miesiąca. Czasem coś mnie zachodzi żeby odkopywać stare kawałki rockowych bendów. Szymek zawsze chciał być jak rockowa wokalistka, do czasu kiedy dowiedział się, że Doda nie gra rocka (miałem 7 lat... so sorry). Ludzie twierdzą, że Panna Love straciła głos przez ćpanie i wóde. Dla mnie ten głos jest teraz piękniejszy, bardziej życiowy i doświadczony. Piękny! Gdy jej słucham mam przed oczami cały syf mojego życia.









Przyszedł czas na naukę...


niedziela, 30 września 2012

Inside of me


Efekt browara

Geografia jest taka nudna, czemu muszę się jej uczyć? Mogłem urodzić się kimś innym. Ktoś inny miałby te problemy z nauką i codziennie o poranku ten sam dylemat - co na siebie włożyć? Zawsze musi być to coś, w czym nie pojawiłem się w ostatnich dniach ubiegłego tygodnia i czego nie założę w tym tygodniu. Ta zasada nie tyczy się jedynie gaci, bo nie mam ich aż tak wiele.

Słucham przeboskiej Lany Del Rey, ale browary znajdujące się w kuchni wołają mnie i zakłócają dźwięk tej cudownej muzyki. BROWAR. To takie piękne słowo, takie opływowe i subtelne, dające tyle radości. Wiem, to co piszę nie ma głębszego sensu, nie ma jakiegokolwiek sensu, ale w artystyczny sposób staram się opisać moją więź, pakt jaki zawarłem z alkoholem. Będę go pił gdy jest mi smutno. Nic dobrego za tym nie idzie, ale można na chwile popłynąć żółtą rzeką piany w inne miejsce, bardzo ustronne i utajone. Spożycie piwa w samotności, w kiblu w wannie daje inne skutki niż szlachetny ochlaj ze znajomymi. Inne rzeczy przychodzą do głowy, kac też jest inny.

Widzę siebie jako zmęczonego życiem studenta, który nie ma kasy na fajki i ubrania z H&M. Widzę siebie, który nie dostaje się na te studia. Takie paradoksalne wyobrażenie sobie przyszłości przez mój umysł towarzyszy mi od dawien dawna. Nie pozostaje mi nic innego jak wypić te symboliczne piwo o pierwszej w nocy, dla własnej satysfakcji i pewnego rodzaju tradycji, którą sam sobie wymyśliłem i ją kultywuję. 





Jutro będzie chujnia

Zastanawia mnie dlaczego moje szkolne koleżanki nigdy nie chcą ze mną rozmawiać o seksie. Od zawsze mnie to zastanawiało. Nieliczne kobiety są otwarte na wymianę doświadczeń ze mną, chyba je onieśmielam. Dobrze jest pogadać z laską o analu, to sprawia, że czuję się lepszym człowiekiem.

Chciałbym udawać, że znam się na modzie i wrzucać w sieć zdjęcia moich żałosnych ubrań i chcę to zrobić. Może w tej jednej materii zostanę spełniony artystycznie, bo mój rzekomy talent literacki jakoś nie ma siły przebicia.

Teraz leżę na łóżku, gryzę jakieś gumowe kółko, które odpadło mi z mebla i myślę, czy to ja jestem tak pojebany czy ludzie nie mają sobą nic do zaoferowania. To już jest chyba ten czas, mimowolnych rozkmin życia i palenia papierosów w oknie, w tajemnicy przed starymi. Chyba jutro ujawnię światu mój płaszcz, który przyleciał do mnie z komunistycznych Chin oraz moją nową, krótką fryzurę. Jutro będzie dobry dzień. Będę się uśmiechał do wieśniaków w szkole i nauczycieli. Tak, trzeba żyć pełnią życia, albo zacząć myśleć realistycznie.


Buuu

Okej. Wstałem dzisiaj o 15 i nieudolnie szukałem reszty swojego dnia. Co dwie godziny biegałem do babci po lody i fajki, potem wyszedłem na jakiś spacer, nie spotkałem żadnej cioty. Cóż dzień święty święcić. Jutrzejszy dzień zaczynam fizyką, z moją ULUBIONĄ kurwa nauczycielką i moim ulubionym przedmiotem jakim jest cudowna fizyka. Pomyślałem - założę se bloga. Tak się też stało.

Złapała mnie nostalgia, za czymś nieuchwyconym, czymś bardziej ulotnym niż wspomnienia po dobrym seksie, czymś czego nie miałem.