środa, 26 czerwca 2013

Stan nirwany bez rzygowin

Dzisiaj czuję się wyjątkowo stabilnie ustatkowany psychicznie. Zjawiska dnia codziennego nie wkurwiają mnie z taką olbrzymią siłą jak to zwykły robić w każdym innym punkcie w czasoprzestrzeni. Dziwne uczucie, jednak wydaje mi się, że nigdy nie zdołam osiągnąć stanu nirwany, który pozytywiści polscy tak bardzo kochali (ooo pięć godzin języka polskiego tygodniowo do czegoś się się przydało). Cóż, cieszę się, że jest jak jest, ale to tylko chwilowa radość, obejmująca pewien konkretny obszar w ośrodku innym niż moja tożsamość mentalna. Jest mi dziś dobrze, ale czuję się źle. To ambiwalentne uczucie ma na mnie obojętny wpływ. Tak! Jednak nie radość, a błoga obojętność. Idealny opis stosunku, który obecnie mam do otaczającej mnie rzeczywistości, a także ludzkich twarzy, które wywołują u mnie silne zgniecenia żołądka i możliwość wyjebania jego zawartości na teren otwarty, przez okno najlepiej, najpiękniej. Być może jest to spowodowane nowym singlem Edyty Bartosiewicz. Jakby te kilkanaście lat w ogóle nie minęło.

1 komentarz: