Moja mama doskonale wie, jak odbierać mi chęci do życia. Wróciłem późno ze szkoły, jak to w cudowne poniedziałki. Bardzo desperacko zrzuciłem z siebie torbę, rurki i kalesony, które ubrałem niepotrzebnie. Było mi bowiem za ciepło. W Internecie czekała na mnie bardzo dobra wiadomość - Lana Del Rey wystąpi w Polsce 2 czerwca 2013. Jedna z normalniejszych lasek robiących karierę, w dodatku jej głos przenosi mnie do świata gdzie nie ma istot żywych. Jestem tylko ja i moje chore myśli, płynące wraz z nurtem Summertime Sadness. Otóż mój wujek ma wesele 1 czerwca. To już tradycja, że wszystkie moje miłe momenty kończą się kurwicą. Dołożę wszelkich starań, aby tam być. Tym razem rodzinna impreza, na której nawet się nie najebie, bo nie będę jeszcze pełnoletni mi nie przeszkodzi. Druga sprawa to kościół. Nie wejdę tam. Prędzej wyrośnie mi kloaka na czole.
Nauczyciele działają mi coraz bardziej na nerwy. Im dłużej trwa ten marny proces edukacji mojej osoby, tym więcej ubytków w ich inteligencji dostrzegam. To samo dotyczy się moich znajomych. Lubię niektórych, ale czasem dochodzę do wniosku, że wszyscy to debile. Wtedy odkrywam nową przestrzeń, świat, gdzie tylko ja myślę, a reszta egzystuje w sposób bardzo podobny do stułbi. Ah ta megalomania.
Gdzieś ostatnio ktoś przypomniał mi o starym przysłowiu kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada". Jadąc autobusem pozwoliłem sobie zmienić trochę sens tego przysłowia, ale nie chciałem go zbyt zmieniać. Wyszło "kto pod kim dołki kopie powinien używać koparki". Bardzo pasuje do mojego stosunku behawioralnego wobec ludzkości.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz