Pragnę zacząć od dobrej informacji. Rzuciłem palenie. Tak, wiem, że to brzmi absurdalnie do granic wszechświata i jeszcze dalej, ale w pewnym sensie to prawda. Nie odczuwam już tej pierdolonej potrzeby wciągnięcia mą piękną buzią dymu za każdym razem, gdy tylko poczuję aurę nudy tudzież wkurwiania. Z tym drugim się ostatnio (co bardzo dziwne) nie spotkałem. Przynajmniej nie z takim powodującym u mnie napady paniki i przelew inwektyw kierowanych zazwyczaj w kierunku osób niezbyt inteligentnych, bo to one zwykle podgrzewają swoim ubóstwem intelektualnym płyny ustrojowe w mojej zacnej czaszy. Przyszła pora urodzić lub też poronić pytanie... Jakim cudem ja, palacz z przeznaczenia, osoba według której papieros we własnych ustach dodaje piękna i klasy, koneser wykwintnych gatunków tytoni zawartych w el-emach lajtach i w zależności od funduszy redłajtach lajtach pożegnał się z moim niosącym za sobą brzydką cerę i chudy portfel nałogiem. Wystarczyła mi do tego babcia chora na raka. To chyba jakieś symptomy powrotu zamrożonej uczuciowości, z której spływa gruba warstwa lodu. Może staję się z wiekiem odpowiedzialny. Trochę mi się zrobiło głupio, że sześćdziesięcioletnia kobieta z jednym płucem leży w łóżku po operacji i ogląda wraz z siedemnastoletnim wnuczkiem palaczem programy lifestylowe w TV. Jest to dość niekomfortowa sytuacja, dlatego też mój złoty środek przestał odgrywać istotną rolę w moim życiu. Niestety, chyba nie jestem gotowy na tak radykalną zmianę. Alkohol nadal łączę z wyimaginowaną przyjemnością dymu rozkosznie pieszczącego jamę ustną, pełzającego poszczególnymi elementami układu oddechowego ku jego ujściom, aby eksterminować powoli każdy fragment mojego wnętrza, zaczynając od płuc. Liczę na efekty widoczne szczególnie na twarzy, to jeden z głównych celów towarzyszących temu spektakularnemu przedsięwzięciu. Bycie powierzchownym ludzkim ścierwem jednak ma swoje plusy. Cóż, zawsze uwielbiałem wpatrywać się w to, z jaką niezwykłą precyzją sklejona jest bibułka papierosów, jakiż to był piękny widok, towarzyszył mi we wszystkich ważnych momentach, a także bolesnych upadkach w moim życiu. Generalizując te wszystkie ważne momenty były upadkami, ale to fakt marginalnej wagi. Na papieroskach oczywiście nie zaprzestałem. Fitness, zdrowa żywność, jeszcze większe tony kremów w moim kiblu. To wszystko chyba jest częścią składową mojej metamorfozy związanej z wejściem w dojrzałe życie, dobrze, że tylko na kawałku plastiku o różowym zabarwieniu, gdzie będą figurować moje dane osobowe oraz podobizna. Na zdjęciach legitymacyjnych zawsze wychodzę zniekształcony, więc do dowodowego nie będzie inaczej. Jeśli chodzi o sport, to zakochałem się w programach treningowych opracowanych przez Mel B. Babka ma zajebiście motywujący głos, zawsze urozmaica katorżnicze ćwiczenia swoimi dopowiedzeniami typu "spociłam się, jak wiecie co". Treningi zaczynam już od jutra. Jeżeli chodzi o akcesoria do pielęgnacji zewnętrznej to myślę, że nie będzie większych problemów, chyba, że mamusia lub co gorsza tatuś będą sobie prawda korzystali z moich specyfików. Najczarniejszy obraz przyszłości to odżywianie. Całkowita rezygnacja z różnorodności śmieciowego jedzenia, które oferują producenci to wyczyn graniczący z cudem. Podejmę się tego wyzwania, jako szlachetny śmiałek, dumny pośród sam nie wiem kogo. Cała ta szopka związana z odpierdalaniem życia bez papierosa 4ever i towarzyszące temu poboczne zmiany to małe piwo (z piwa też muszę zrezygnować) w porównaniu z czymś co pewien mały ktoś wywołał z moim odbiorem rzeczywistości. Nie sądziłem, że jeszcze potrafię się do kogoś przywiązać. Myślałem, że etap potrzeby bliskości mam już za sobą. Czy to też przez brak fajek?
Bądź silna dziwko.
Za oglądanie nowych skinsów zabieram się, gdy tylko światło dzienne ujrzą napisy i rany mojej boleśnie poturbowanej duszy zostaną starannie zdezynfekowana czystą. Po opiniach znajomych wnioskuję, że się zawiodę i stracę cenny czas na oglądanie tego chujstwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz