Wróciłem dojrzalszy o te kilka doprawionych wyobraźnią dni, kiedy nie publikowałem nic na moim blogu będącym kuleczką problemów smutnego człowieka, czymś na podobieństwo kuleczek, które turlają żuki gnojowe dla swoich larw. Zawsze miałem taką wizję postępu ludzkiej egzystencji. Zlepek leśnego gówna, który stopniowo się powiększa, a tego, co się potem z nim dzieje nie wie nikt, poza frajerami obeznanymi w tych gównianych tematach. Niczym nie różnimy się od takiej starannie uformowanej owadzimi rączkami kuli z odchodów innych zwierząt. Chwilę temu wypiłem spontanicznego browara, żeby choć na moment zapomnieć o bólu związanym z robakami, które toczą moją kulę. Później zapaliłem sobie nielegalnie kupionego papieroska na balkonie. Chciałem poczuć się jak na dachu ekskluzywnego wieżowca w NYC, lecz znajdowałem się przecież na trzecim piętrze wieśniackiego bloku, a wokół mnie obecne były jedynie zmumifikowane, martwe szczątki pelargonii. Przestałem je podlewać, gdy miałem dwanaście lat. Kiedyś było to miejsce tętniące życiem. Rosły tam też bujnie jakieś fioletowe, przyjemne dla oka kwiatki. Niestety, nie pamiętam ich nazwy. Przestawszy fascynować się botaniką spoglądałem poprzez szybę, jak przemijają. Potrafiły się starzeć w suchej glebie i na mrozie z godnością, a ja z godnością nie potrafię nawet wyrzygać się na ulicy Dworcowej gdzieś w Katowicach, a co dopiero strawić z godnością fakt istnienia osoby, objawiającej się w moich wspomnieniach jako pierwszy gwóźdź do mojej trumny. Natomiast papierosy kupuję nielegalnie, bo na sztuki, w barze dla trzody i cebuli niedaleko mojego brzydkiego miejsca zamieszkania. Prawdziwe i bardzo niebezpieczne gangsterskie życie. Kiedyś chciałem kupić sobie pistolet, oglądałem nawet ładnie wyprofilowane modele stworzone specjalnie z myślą o paniach pragnących się bronić przed napastnikami, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Dość tego pierdolenia. Wypiłem kawę, nie pomogła mi, nie tego się spodziewałem po swojej rozpuszczalnej przyjaciółce zamkniętej w słoiku. Może to znak, że trzeba zaparzyć drugą i skończyć na piątej, a potem drgawkach i biegunce? Znowu czuję się, jak dwukrotnie użyty fragment papieru toaletowego, ale nie tego szarego, tylko tego o pięknej woni, kolorystyce i o rajskich wzorach. Jak to parszywe zero mogło sobie mną wytrzeć dupę?! Wyobraźnia ma jednak wielką moc. Jestem w niej lepszy od innych i tego zera, a kilka godzin wstecz to krótka chwila. Właśnie wtedy wypiłem to piwo, na terenie otwartym, żeby było milej. Lubię powiew wiatru, czuję się wtedy, jak na tych wieżowcach, a te fioletowe kwiatki to były surfinie.
Po co mi te surfinie były? Mogłem zamiast nich kupić fajki, one i tak zgniły. Chociaż wtedy chyba nie paliłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz