Jak zwykle dzień był chujowy. Wstałem o dwunastej z czymś, na śniadanie zjadłem obiad. Na obiad były frytki w kolorze jesiennej sraki piżmowego wołu. Najgorsze jest to, że budzę się rano i pierwszą myślą są papierosy. Pół biedy gdy jeden został z wczoraj. Ukradkiem udaję się na klatkę schodową i palę z nadzieją, że sąsiadki nie będą interweniować. Moje plany związane z rzuceniem przykrego nałogu to dramat, ale wierzę w swoją silną wolę. Ambitne były również zamiary związane z nauką w czasie wolnym, wyszło jak wyszło. Przeczytałem coś tam o alkanach i cykloalkanach i więcej nic, ale jest progres. Dwa razy z rzędu najlepszy wynik procentowy ze sprawdzianu na tle klasy to dobra rzecz, biorąc pod uwagę moje wcześniejsze, wstydliwe dokonania. Nie jestem aż taki beznadziejny, jak mi się wydawało.
Święta dają mi się we znaki, bardzo negatywnie rzecz jasna. Z upływem czasu nagromadzenie negatywnych emocji w stosunku do wiary, którą wpajano mi od dziecka rośnie. Pewnych granic nie przekroczyłem, niestety. W mojej rodzinie ateista dalej jest na tej samej półce co osoba, jakby to ująć, niedokształcona, głupia. Tak zostałem określony, otwarcie przyznając się do nie pójścia do spowiedzi. Od zawsze mi to śmierdziało, po co mam mówić kolesiowi w sukience że robię coś, czego nie wolno robić? Dlatego zawsze zmyślałem. Miałem przygotowane te same grzechy, między innymi kłamanie, niesłuchanie babci, czasem dochodziło przeklinanie, jako taka ekscentryczna wisienka na torcie.W ten sposób działałem jako ośmiolatek, który pierwszy raz wpierdolił hostię. Zawsze sprytnie unikałem tego typu praktyk. Owszem, bywały momenty kryzysu, ale pracowałem nad tym. Sądzę, że dokonałem słusznego wyboru i najlepszego dla mnie. Przeżycie tylu lat wiecznie udając, nie jest powodem do dumy. Pamiętam dzień, w którym zobaczyłem Madonnę śpiewającą na wielkim krzyżu. Stwierdziłem wtedy, że to fajne, nie rozumiałem na czym to polega, ale chciałem tak samo. Zaczęło się od zdjęć z różańcem we włosach i krzyżem w buzi. Skończyło się chyba lepiej... Zacząłem czytać, dostrzegać kto jest kto. To miało też wpływ na wiele innych prawideł mojego życia, między innymi sposób patrzenia na ludzkość, jak na insekty.
Wkurwia mnie zaściankowa rzeczywistość, w której przyszło mi egzystować. Nie mam możliwości do ekspresji w różnych dziedzinach życia. Talentu jakiegoś wybitnego też nie mam, aby ta ekspresja miała jakąś postać ciekawą, ale nie waham się twierdząc, że przez te prawie osiemnaście lat, przemijam chujowo, nie tak jak bym chciał i nie tak, jak by chcieli inni.
Słoniki bardzo zainspirowały mnie do stworzenia czegoś, co zostanie ze mną na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz