Znowu się we mnie trochę uczuć, niepewności, wstrętu do siebie i wkurwienia wymieszało. Boje się tej niebezpiecznej substancji, którą się stałem. Szkoła przywróciła moje stare nawyki, a mianowicie uległość wobec czułych objęć dymu papierosa, jedynych czułych objęć z jakimi ostatnio mam styczność. Nie jest to palenie na imprezach, dla relaksu, towarzysko. To jest histeryczna konieczność natychmiastowego zajarania, będąca produktem ubocznym rodzącego się we mnie stresu, związanego z wizją zapierdolu w klasie maturalnej. Widzę, że inaczej trzymam papierosa. Nie wypuszczam go z palców, gdy już dociera do mojej jamy ustnej. Rozluźniona wersja mnie zawsze go wypuszczała i obserwowała podniebne wędrówki śmierdzących chmurek o artystycznych kształtach. Mój stan również związany jest z wieloma osobami, które poprzestawiały mi szufladki, więc nie wiem gdzie zajrzeć w razie problemów natury osobistej, które doskwierają mi w chwili obecnej bardzo boleśnie. To jest właśnie sensem mojego bloga, po to go stworzyłem. Za kilka tygodni, gdy wszystko będzie już okej (lub też nie okej, ale zakładajmy tę pozytywną opcję) przeczytam to co tutaj pięknie napisałem, i będzie mi lepiej. Ja pierdole, nie będzie okej. Nie wiem czy potrafię porozumieć naukę i życie osobiste, a co dopiero swoje chore usposobienie z czyimś życiem. No cóż, muzyka jest i będzie mi pomocna. Bez niej byłbym niewolnikiem rzeczywistości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz