niedziela, 8 września 2013

Kontemplacje

Nie ma się co starać o nieosiągalne cele. Ludzkość zawsze sprawiała mi problemy, zwłaszcza dobieranie sobie ich przedstawicieli zgodnie z moim widzimisię i szufladkowanie jej na znajomych, przyjaciół i... nazwijmy ich konkubentami. Z tym ostatnim jest zawsze problem, bo każdy kto przeszedł moją fazę obserwacyjną pomyślnie, nie chce się zgodzić na przystąpienie do eksperymentu. No cóż, nie można mieć wszystkiego co się chce. Moje wnętrze ma się dużo lepiej, słuchałem dużo Amy Winehouse, wypaliłem dużo papierosów, trochę Barmańskiej też wypiłem. Standardowa terapia okazała się być niezawodnym sposobem na poprawienie sobie humoru w spędzony samotnie, nostalgiczny weekend. Niektórzy tego nie rozumieją, ale czego oczekiwać po tych żałosnych kupach mięsa o kształcie humanoidalnym na Facebooku. Żyjąc tylko w sieci trzy lata temu było mi dużo prościej. Rzeczywisty świat jest mniej podatny na kontrolę, nie można się wylogować w sytuacjach stresowych, gdy ktoś się do nas zbliża, a my tego nie chcemy, bo to boli.

Gdybym mógł ją poznać na pewno mocno bym ją przytulił, poczęstował szlugiem i pewnie spędzilibyśmy dużo czasu na nocnych kontemplacjach o smutku i ludziach, pijąc wódkę za wódką. Chociaż ona miała mocniejsza głowę, więc dla mnie butelka, a dla niej, nie wiem, może z dziesięć + crack.



Nie zakończę wpisu piosenką, chcę jeszcze coś z siebie wyrzygać. Ale mam pusty żołądek. Co mam powiedzieć? Że kurewsko mi brakuje osoby, z którą spontaniczność nabiera zupełnie innego wymiaru? To dla zgimbazjalizowanych dzieci nieszczęśliwych w swoich zauroczeniach. Tylko muzyka mi pozostała, pozostanie już po kres moich dni. Nie wiem czy to dar czy klątwa. Nawet nie mam ajfona pięć. Żenada. Ż-E-N-A-D-A. Wydaje mi się, że prawdopodobnie pisane mi jest być alkoholikiem, to bez wątpienia przeznaczenie. Pewnie dlatego ta pizda Amy zawsze była najbliższa memu choremu serduszku i gdy pierwszy raz ją usłyszałem, pomyślałem "kurwa, to jest dobre, to coś pewnie opisuje mnie, chociaż nie znam angielskiego, ale pewnie i tak mnie opisuje". Wtedy nie wiedziałem, że istnieje coś takiego, jak tekstowo.pl. Mniejsza z tym. Wszystko się zgadza. Amy umarła dwa lata temu, a ja nie wiem jak długo będę ruchem pełzakowatym przemieszczać się ze skrajności w skrajność. Pozostaje mi więc zapalić, pomyśleć chwile i przekroczyć próg mojej szkoły, ale to jutro. Rucham ten świat i mam HIV.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz