środa, 19 grudnia 2012

Gówno pod butem

Jestem chory. Generalnie bardzo cieszy mnie ten fakt, może nie będę musiał iść do alcatraz jutro i w piątek. Alcatraz to taki twórczy synonim szkoły, na który wpadłem całkiem niedawno. Tak więc w alcatraz nie dzieje się nic specjalnego. Rozbawiła mnie kolejny raz moja (nie)kochana polonistka. Przyczepiła nad drzwiami wejściowymi do klasy jakieś wieśniackie, propagandowe odoby świąteczne. Spadły. Wieśniacki łańcuch i wieśniacka bąbka. Kazała mi to przyczepić spowrotem. Niechętnie, ale zrobiłem to co mi kazała. Dzięki niej słowa "ta bąbka zepsuła się już na zawsze" nabrały znaczenia kurwa tak poetyckiego, że zacząłem się zastanawiać czy jest ze mną ok, a przecież nie brałem dzisiaj żadnych dragów. Bardzo fascynowała się grosikiem, który znalazła w rogu sali, prawie jakby przezywala ekstazę.

Oczywiście dzień nie byłby dniem gdybym się nie wkurwił. Jakaś pizda prezydent Brazylii wysiedla rdzennych Indian żeby wybudowac jakieś wodne coś, przy okazji zalane zostaną zagrożone gatunki zwierząt i roślin. Oczywiście kasa się liczy. To tylko bardziej mi pokazało, jak bardzo nienawidze ludzi, dlatego też się do nich nie upodabniam.

Świąteczna atmosfera działa mi na nerwy. Nie wiem jak długo to zniosę. Im prędzej gotówka przypłynie do mych rączek tym lepiej.


Jedyne co dzisiaj poprawiło mi humor to kobieta wycierająca gówno z buta o resztki śniegu.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz