sobota, 20 kwietnia 2013

Formy humanoidalne

Soboty otoczone mgłą wyalienowania są doskonałą terapią na wewnętrzne stany nieznajomości swoich wewnętrznych stanów. Czuję się dzisiaj niczym niezwykle piękna masa kałowa, tak bardzo bezpostaciowa, obsypana złotymi wiórkami siły twórczej... Kolejny odrealniony post na blogu, a mogłem pójść na melanż. Mam wrażenie, że to nie jest wystarczająco kreatywna forma spędzania czasu dla mnie. Obawiam się, że moje zamiłowania do bycia lepszym od przeciętnego człowieka powraca. Wyglądem już nic nie zdziałam. Bycie ponad osobami brzydkimi jest niewystarczalne, odczuwam silną potrzebę poszerzania tego, co w ciągu kilkunastu lat znalazło się pod moją czaszką. Z pewnością jest tam więcej niż może się wydawać, ale ja chcę dalej przyswajać nowe informacje. To zaczęło się już w przedszkolu. Pani, która mdlała na zajęciach, bo była w ciąży kazała przynieść zebranym swoje ulubione książki. Wszystkie te płody, których nosicielki nie dokonały aborcji, które teraz są radykalnymi przedstawicielami lumpenproletariatu zabrały ze sobą lektury o mówiąco-latająco-srających samochodach i nie była to kultowa fantastyka naukowa. Ja przyniosłem coś o dinozaurach. Jest do dalej w czeluściach mojej rozpadającej się szafy na telewizor, który wygląda jak dziesięć plazm ułożonych jedna za drugą. Kiedyś bowiem trzymałem na niej rośliny doniczkowe, które nie miały podstawek. Jako szczęśliwy, małoletni botanik podlewałem je niezwykle obficie, aby dawały dorodne plony, nie zwracając uwagi na butwiejącą sklejkę porośniętą grzybem i różnego typu formami przetrwalnikowymi. Ten historyczny obiekt przypominający mi moje chujowe i nudne dzieciństwo znajduje się tuż obok mnie. Ślady spływającej po drzwiczkach wody zachowały się w stanie idealnym, bez jakiejkolwiek konserwacji. Członkowie mojej grupy mlecznych ząbków przyglądali się jedynie fotografiom i wykłócali się, kto jest największym dinozaurem. Pamiętam jakby to było dzisiaj, ich idiotyczne spojrzenia i to, jak bardzo zasmuciły mnie stany ich umysłów. Oglądali tylko obrazki, a ja czytałem zamieszczone poniżej treści. Kilka dni temu postanowiłem zafundować sobie wieczorek poświęcony nauce i kulturze. Oglądałem dokumenty o życiu pozaziemskim i czytałem poezję Tadeusza Micińskiego. Tak, mnie też to zaskoczyło. Dzisiaj natomiast czytałem trochę o istocie świadomego snu. Chciałbym się tego nauczyć i podróżować po swoim umyśle, bo czuję, że jest tam tak wiele do odkrycia i zbadania... Sądzę, że mam jednak jakąś chorobę psychiczną, która z mojej fantazji stworzyła mały ekosystem, nad którym nie mogę zapanować i przez to wypisuję takie chujstwa. Gdyby Freud żył... na pewno by mnie uleczył. Byłbym normalnym dzieckiem, chodzącym do szkoły z przeciętnymi ocenami, nie zdającym sobie sprawę z wielkości wszechświata i silnego prawdopodobieństwa istnienia w nim humanoidalnych form życia. Strach pomyśleć co się ze mną stanie po zażyciu LSD. Jestem nienormalnym dzieckiem, oceny mam jednak wciąż przeciętne i tak pozostanie przez bardzo długo. A Studia? Me alabastrowe stopy opuszczą wówczas dotychczasowe miejsce bytu, bagno, torfowisko dla kalekich duchowo. Większe miasto to większe możliwości do rozwoju i większe centra handlowe. W przypadku mojej koleżanki są to także większe piersi, silikonowe rzecz jasna.  Po zakończeniu wszystkich procesów edukacyjnych nie widzę sensu życia. Znajdę pracę, będę zarabiać i stanę się szarym człowiekiem, zmuszonym do pozbycia się licznego obkolczykowania i innych niezbędnych dodatków do podstawowej formy biologicznej człowieka. Jeżeli w najbliższym czasie nie wpierdoli we mnie tir tudzież inny masywny pojazd, będę zmuszony zbierać na lifting. Bo jeżeli okaże się, że mój geniusz jest tylko urojeniem (a tak na 70% jest) lub też przeminie, to pozostanie mi najpiękniejsza twarz. Nikt nie jest w stanie pokochać mnie tak bardzo jak ja kocham siebie.

OK, kawa już zrobiła się zimna.

Nie rozumiem nic z tego co powstało powyżej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz