niedziela, 14 kwietnia 2013

Wyjście do sklepu po fajki

Nie wiem ile czasu wielcy artyści potrzebują na znalezienie inspiracji. Mnie wystarczyło wyjść do sklepu po fajki. Piękna pogoda. Słonko świeci, ptaszki śpiewają i wszelkiej maści kurwa obleńce prymitywne powychodziły ze swoich mieszkanek z ogrzewaniem centralnym i kurwa są widoczni dla mnie. Tylko nędzne pięć minut tu i tam, kupić sobie zapas nikotyny na najbliższe ciężkie dni wysiłku psychicznego. Zacznijmy od dzieci. Wstrętna latorośl jeżdżąca na hulajnogach i innych prymitywnych jednośladowcach. Robią hałas, nie można usłyszeć własnych myśli, nawet tych skrajnie obscenicznych. Drugim niezwykle istotnym zjawiskiem jest wszelkiej maści robactwo, widoczne wszem i wobec. Zacne grono moich czytelników już wie, że tym mianem określam jednostki nic sobą nie reprezentujące, o wulgarnym wyrazie twarzy, przemieszczające się z osiedla na osiedle w celu nieznanym. Prawdopodobnie spotykają się w konkretnych miejscach stadnie i spożywają alkohol. Oczywiście nie objąłem tym stwierdzeniem konkretnej grupy wiekowej. Starszyzna i wkurwiający zapach grilla tuż tuż. To są pierwsze oznaki wiosny w moim kalendarzu. Wszystko to, czego nienawidzę funkcjonuje ze zdwojoną mocą. Zima jest bliższa memu sercu. Jest chłodno, niesmaczne substancje zwisają z nosa, pod warstwą swetrów z H&M i lumpa pocą się pachy. Jest to jednak czas, gdy można napawać się widokiem martwych przestrzeni i ciszą.  Bardzo mi to odpowiada. Z drugiej strony czekałem na koniec okresu lodu, teraz na go wyczekuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz