piątek, 12 października 2012
Alter Ego Żula
Nie mam nic do roboty. W TV leci jakiś program, gdzie są Grycanki i mowa jest o masie serowej. Chyba boję się masy serowej. Jak dobrze, że jutro sobota. To piękny dzień. Nie tylko dlatego, że nie ma szkoły, ale można wykorzystać poranek inaczej. Po co marnować od tak wczesnej pory dzień na edukację, skoro można napić się szlachetnych trunków. W moim przypadku najszlachetniejszym trunkiem jest piwo kosztujące więcej niż 3 złote, w dodatku jest to te samo piwo za 1,79, które można nabyć w sklepie obok, ale tam jest taniej i mi nie sprzedają, a tam drożej i sprzedają. Sklep "Agatka" na Zebrzydowickiej, polecam. Tak wiele szczęścia, hermetycznie zamkniętego w aluminiowej puszeczce, wspaniale wyprofilowanej, w szczególnych przypadkach delikatnie oszronionej. Jest to pewnego rodzaju magia żuli. Tak. Niech moja żulska maniera picia browarów w miejscach bliżej nieokreślonych, takich jak zabudowa podstawówki będzie moim alter ego artystycznym, które sobie upodobałem i będzie ono funkcjonować przez najbliższe tygodnie, do czasu, aż skończę szkołę. Trochę dużo mi tych tygodni zostało. Pfff, co tam, potem będzie tylko gorzej. Zbliżająca się osiemnastka to nie będzie tylko dowód, legalne tatuaże i niepytanie się matki o wyjście po 21, ale też zmiana, którą sobie wyimaginuję i wprawię w życie. Plan zajebisty, trochę podkoloryzowany, możliwy do realizacji, ale oklepany. Będę nieprzeciętnie smutną osobą pełnoletnią za te kilka miesięcy. Nieprzeciętnie smutnym żulem, dobrze ubranym w mieszankę sieciówek i osiedlowego lumpa, z papierosem w ręku i kolczykiem w nosie. Wizja doskonała. Nie jest to zbyt profesjonalne wyobrażenie siebie w najbliższej przyszłości, dojrzałe i ambitne też nie jest, ale taka jest rzeczywistość. Jestem realistą. Nie będę Einsteinem, nie mam ku temu predyspozycji (czytaj: nie korzystam z nich).
Jej teledyski przedstawiają życie idealne, amerykański sen. Mizianie się z grubym, wytatuowanym harlejowcem (prawie idealnie...) i pląsy w piasku. Picie Danielsa, za kasę twoich producentów i fajny pióropusz na ryju. Dużo alkoholu i papierosów, dużo zabawy i tanich efektów pirotechnicznych, do kupienia w Biedronce, albo gdzie indziej. Chciałbym się pokiwać na oponie, przytwierdzonej do czegoś, czego kadr nie ujął. Piękny obrazek, taki nierealny...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz