Gdy jest mi źle wracam tu. Ten blog to dla mnie azyl ukojenia. Jest to mój jedyny prawdziwy przyjaciel. Nie jest idealny. On także nie da ci odpowiedzi, nie wykaże żadnej reakcji na twoje lamentacje, nie poczujesz jego ciepła i fizycznego i tego działającego na zasadzie telepatii. Jednak on przyjmie każdą dawkę twojego jazgotu do siebie. Nie będzie oponować. Możesz narzekać i pluć ile wlezie. To jest to co sprawia, że kocham te fuche. Jest to chyba jedyna rzecz, którą dobrze robię.Wprawdzie gałki oczne mojej polonistki wykonałyby niesamowite akrobacje, salta w tył i szpagaty po przeczytaniu tego co tutaj zamieszczam, jednak sam lubię czytać to co stworzę, ale dopiero po pewnym czasie. Jakiś mój czytelnik chyba także to lubi. Ci, którzy znaleźli się tutaj zupełnie przypadkowo (mam nadzieję, że tacy ludzie istnieją) muszą być bardzo dziwnymi osobami, ale tylko jeśli tu wrócili. Coś z wami jest nie tak i to czyni was gatunkiem ludzi takich jak ja, ludzi popierdolonych. Przeszkadza mi jedynie to, że tak dużo przeklinam i piszę o używkach, ale nie mam 40 lat żeby pisać życiowo i z sensem. Poza tym, ja nie myślę o tym co piszę. Czuję się na siłach, odpalam bloggera i wale wszystko.
Wkurwiają mnie te nonszalanckie pizdy robiące z siebie moich wielkich przyjaciół, które nie potrafią się do mnie odezwać od tak, ale gdy chcą pożyczyć kasę, dowiedzieć się skąd znasz pana Y i panią X albo są w WIELKIM ZAŁAMANIU PSYCHICZNYM PRZEZ PARTNERA i odzywają się po dłuższej przerwie twierdząc, że nie było czasu, wtedy już "muszę" być do dyspozycji. I co ja mam w takiej sytuacji zrobić? Czuję się niezręcznie, bo nie wiem czy ja sam nie mam aroganckiego stosunku do bliskich. Może po prostu mi się wydaje, że jestem dla kogoś bliski...
Im mniej czasu spędzam ze społeczeństwem i im mniej alkoholu krąży w mojej krwi dostrzegam coraz to więcej wad moich rówieśników, ich wrodzonej głupoty i pozerstwa. Byłem tu na imprezie, a ja byłem tu, a ja dupczyłem się z tym i tą, a ja piłem to a ty nie piłeś, a ja mam kutasa na 7 metrów a ja cipę na 5 GB. Tak wygląda ukryta treść większości postów moich znajomych na Facebooku. Nie wiem czy ja też dodaję coś w tym stylu, staram się tego unikać, ale kiedy spędza się dobrze czas to nie myślę o tym. Dopiero gdy się wkurwię uruchamiam czerwoną lampkę i patrzę innym okiem na ten rój pedalstwa. Denerwuję się z różnych powodów, generalnie z braku papierosów. Czasem jednak ubzduram sobie, że coś zrobię i gdy mi to nie wychodzi to jest to największy rodzaj wkurwienia. Pocisz się, masz sucho w jamie ustnej, zapominasz na jakim żyjesz globie, bo chcesz zrobić jakąś prymitywną rzecz. Chcesz doszyć złote guziki do koszuli w kolorze khaki, a gdy już je doszyjesz, zauważasz, że białe nitki odstają i są chujowo wszyte w materiał i cały efekt jest chujowy. Dodatkowo żałujesz, że z koszuli zrobiłeś kamizelkę i krzywo uciąłeś rękawy. Tak, to jest to wkurwienie. Potem zdajesz sobie sprawę, że nie masz papierosów i następuje kolejna faza wkurwa. Potem widzisz posta dodanego przez wieśniaka noszącego brzydkie ubrania, tak, nienawidzisz go. Dostrzegasz, jak świetnie się bawi w doborowym towarzystwie, które chciałbyś poznać, ale nie możesz, bo matka nie daje ci na pociąg. Masz wówczas do czynienia z trzecią falą. Ten stan ciągle się potęguje. Ten ból umysłu może uśmierzyć jedynie porcja nikotyny, wielkość dawki zależy oczywiście od fali, w której obecnie się znajdujesz. Możesz także wypić wykwintnego drinka w aluminiowym pojemniku, delikatnie oszronionym. Jest nim piwko.
Załóżmy, że wciągu jednego dnia, od rana liczba moich wkurwień wynosi średnio 10. Papierosów w standardowej paczce jest 20. Palę statystycznie pół ramy dziennie. Najczęściej kupuję papierosy nie przekraczające 11PLN. Matematycznie, 10/20 daje 0,5. Jedno moje wkurwienie kosztuje mnie 50 groszy. To chore, że trzeba płacić za ludzką naturę, za to, że nasza psychika nie jest w stanie odbić pewnych bodźców z zewnątrz. To nie dotyczy tylko mnie, ten mechanizm dotyczy nas - palaczy. Rzucając nałóg oszczędzasz, ale narażasz swoje wnętrze na uszczerbki. To jest nienormalne i ja się na to nie zgadzam.
Z innej beczki - od pewnego czasu odżywiam się głównie płatkami z mlekiem. Fajne kuleczki, z czego niektóre są oblane pyszną białą czekoladą. Nie wiem jak długo dzięki temu przeżyję, tym bardziej że wraz z naprawą komputera (ah ta taśma klejąca) wróciło moje uczucie do wszelkiego rodzaju kawy w dużych ilościach i zamiłowanie do nieprzespanych nocy. Jedno pociąga za sobą drugie i do tego te płatki. Już to widzę. Będę się katować, moje oczy będą błagać o zamknięcie ich, ale ja będę mówić twardo, nie! Teraz będzie to problemem, bo świtać zaczyna nieco później, niż pamiętam to ja. Kiedy zwykłem obserwować noc w oknie, kończyła się ona w okolicach czwartej, teraz jest inaczej, bo wstając o szóstej do szkoły jest jeszcze ciemno.
Czasem nie chce mi się wierzyć, że mam jeszcze naście lat. Nie wiem czy się cieszyć, że zmierzam ku końcowi okresu nastek. Czasem wydaje mi się, że mam 5 lat, a czasem ze 65. To wina trudnego okresu licealnego czy mam zaburzenia osobowości?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz